Slalom to ta alpejska konkurencja, w której zawodnicy nie rozpędzają się do ponad 100 km/ godz. Tu liczy się technika, precyzja, rytm i zwinność. Najdrobniejszy błąd, chwila dekoncentracji albo nierówność stoku wystarczą, by skończyć zawody poza trasą.
Po trzech tygodniach od inauguracyjnego giganta w Sölden zaczęły się zmagania slalomistek slalomistów. Przez dwa kolejne weekendy w Levi w Finlandii i w Gurgl w Austrii ścigały się i panie i panowie.
Co już wiemy? Że nudy nie będzie. Choć będą to dwie zupełnie różne rywalizacje.
Śledząc slalomy kobiet będziemy się zastanawiać: czy, a jeśli tak to kto i kiedy zdoła pokonać niesamowitą Mikaelę Shiffrin. Zaś kibicując slalomistom będziemy obstawiać, czy któremukolwiek z zawodników uda się wygrać więcej niż dwa razy. I jak bardzo rozszerzy się grono faworytów.
Zacznijmy od pań. I w Levi i w Gurgl wygrała Shiffrin. I to w niesamowitym stylu.
Dla mniej wtajemniczonych – zasady rozgrywania alpejskich slalomów: każde zawody składają się z dwóch przejazdów. W pierwszym najlepsi jadą na początku. A numer startowy ma znaczenie – bo nawet najlepiej przygotowana trasa po przejeździe kilkudziesięciu alpejczyków nie jest już gładka jak stół i o wiele trudniej przejechać po niej bezbłędnie.
Do drugiego przejazdu awansuje tylko trzydziestka najszybszych. Ale żeby było ciekawiej – startują w odwróconej kolejności. Czyli zwycięzca jedzie ostatni. Często szczęśliwiec, który rzutem na taśmę dostał szansę na start w drugim przejeździe, wykorzystując przewagę dziewiczej trasy zapewnia sobie awans o kilka pozycji. Ba, zdarzyło się już – i to nie tak dawno – że trzydziesty na półmetku zawodnik skończył zawody na najwyższym podium.
Udało się to Szwajcarowi Danielowi Yule w Chamonix w lutym 2024 r. Gdyby był o 0,06 s. wolniejszy w pierwszym przejeździe– w czasie drugiego już by pakował się do domu. Yule’owi tego dnia szczęście sprzyjało do końca. Było ciepło i trasa szybko się psuła. Szwajcar wykorzystał szansę i pojechał tak dobrze, że ani startujący tuż za nim, ani ci ostatni nie byli w stanie go pokonać.
Cały ten wywód po to, żeby pokazać, jak niezwykłe jest to, co na początku tego sezonu wyprawia Mikaela Shiffrin. I w Levi (to było jej 102 zwycięstwo w PŚ, 65 w slalomie i 9 w Levi) i w Gurgl Amerykanka wygrała oba przejazdy. Jak widać, nie przeszkadza jej czy jedzie po trasie gładkiej, czy dziurawej.
Być może to właśnie ona (jeśli w ogóle ktoś) zostanie w tym sezonie pogromczynią Shiffrin. Chorwatka Zrinka Ljutić, która w zeszłym sezonie (przez którego sporą część Shiffrin musiała pauzować z powodu kontuzji) na razie jeździ słabiej, ale sezon dopiero się zaczyna. W Levi trzecie miejsce – to jej pierwsze podium w karierze – zajęła Niemka Emma Aicher. Zaś w Gurgl – Szwajcarka Camille Rast (która swój pierwszy triumf (też podczas nieobecności Shiffrin) odniosła w zeszłym sezonie.
Za to u panów – jedna wielka karuzela. Czyli stabilnie. Od kilku sezonów powtórna wygrana w slalomie tego samego zawodnika jest sensacją. Panowie biją się o setne sekundy i nigdy do końca nic nie jest przesądzone.
W Levi pierwsze zwycięstwo dla swojej nowej ojczyzny odniósł ex-Norweg, a dziś Brazylijczyk Lucas Pinheiro Braathen. Już rok temu, po powrocie z rocznej emerytury, buńczucznie zapowiadał, że zamierza zanieść brazylijską flagę na najwyższe podium w Pucharze Świata. Udało mu się dopiero w Levi.
Drugie miejsce – ku uciesze fińskich kibiców – zajął ich chłopak – 22-letni Eduard Hallberg. Jego najlepszym do tego momentu wynikiem w slalomie było ósme miejsce w Gurgl rok temu. Ostatni raz Fin stał na podium zawodów Pucharu Świata 18 lat temu. Już tydzień później Fin pokazał, że w tym sezonie zamierza częściej mieszać w czołówce. W Gurgl po pierwszym przejeździe Hallberg był drugi. I gdyby w drugim nie stracił tuż przed metą koncentracji, to na pewno na podium stałby po raz kolejny.
W roli sensacji zawodów zastąpił go Paco Rassat. Francuz to już nie alpejski młodzieniec. Ma lat 27 lat, w PŚ świata ściga się czwarty sezon. W Levi zajął miejsce 6. Po pierwszym przejeździe Rassat zajmował miejsce 14. Drugi przejazd pojechał tak, że już do końca zawodów nie znalazł pogromcy. A jakby niespodzianek było mało – na miejsce drugie wskoczył rówieśnik Rassata Belg Armand Marchant. To jego pierwsze podium w karierze i pierwsze w historii Belgii.
Honor faworytów obronił Atle Lie McGrath. Norweg, prowadzący na półmetku, zajął miejsce trzecie.
Różnicę między zawodami pań, zdominowanymi jak na razie przez Mikaelę Shiffrin, a panów pokazuje jeszcze ta liczba: 1,23 s. Tyle wyniosła w Gurgl przewaga Amerykanki nad reprezentantką Albanii. A u mężczyzn? Taką stratę miał zawodnik, który zajął miejsce…20.
Od tego tygodnia alpejczycy dwa tygodnie spędzą w USA. Dziś pierwszy supergigant w sezonie rozgrywany w Copper Mountain w Kolorado. Do tego ośrodka alpejski Puchar Świata wraca po prawie 25 latach. Wydarzeniem dnia będzie na pewno powrót po prawie dwóch latach rehabilitacji Norwega Aleksandra Aamodta Kildego.