Ostatni dzień roku
sprzyja podsumowaniom. I narzekaniu. To ostatnie przychodzi nam zaskakująco łatwo. Pamięć działa wybiórczo – przechowuje traumy, nawet najmniejsze porażki i lęki, a drobne sukcesy gubi gdzieś po drodze. Nic dziwnego, że gdy myślimy o mijającym roku, wielu z nas ma poczucie, że był zły albo co najmniej męczący.
W dodatku wystarczył lekki mróz, trochę śniegu i lodu, by
cały kraj wpadł w zimową panikę, a rząd powołał sztab kryzysowy.
Najwyraźniej zapomnieliśmy już,
jakie zimy potrafiły tu kiedyś bywać.
Kilka lat temu razem z kolegą z działu Nauka Tomaszem Ulanowskim (obaj jesteśmy niepoprawnymi optymistami) pisaliśmy tekst o tym, że statystyka opowiada inną historię.
Że w długim horyzoncie żyjemy dłużej, zdrowiej i bezpieczniej niż kiedykolwiek wcześniej. Że śmiertelność dzieci spadła do historycznego minimum, epidemie przestały rządzić demografią, a głód nie jest już globalnym losem większości ludzkości. Sprawcą tej cichej hossy była – i nadal jest – nauka oraz jej osiągnięcia: szczepienia, higiena, antybiotyki, metoda prób i błędów.
W tym roku także bez trudu zebraliśmy listę optymistycznych doniesień z naukowych rubieży.
Oczywiście świat nie zmierza prostą linią ku lepszemu. Dotykają nas koszty uboczne postępu – choroby przewlekłe, starzenie się społeczeństw, kryzys klimatyczny. Ale warto uświadomić sobie, że jesteśmy beneficjentami zmian na lepsze, zwłaszcza w dzisiejszej Polsce. Oczywiście są dziś regiony, w których trudno mówić o jakiejkolwiek poprawie – ale to nie zmienia faktu, że globalnie wiele rzeczy działa lepiej niż kiedyś.
Robert Stefanicki pokazuje, że nawet w złych wiadomościach z 2025 roku da się dostrzec coś, co rozjaśnia mrok.
Przełom roku to moment, w którym wielu z nas marzy o nowym początku, radykalnej zmianie, symbolicznej kresce. Mam w tym względzie tę samą opinię co Suleika Jaouad – amerykańska pisarka i autorka głośnej książki o życiu po ciężkiej chorobie – która zwraca uwagę, że prawdziwa zmiana rzadko zaczyna się od postanowień. Proponuje, by zamiast nich postawić na rytuały. Małe, powtarzalne czynności, które same w sobie nie mają wyraźnego celu ani obietnicy natychmiastowej zmiany.
To może być codzienny krótki spacer, zawsze tą samą trasą. Trzy zdania zapisane wieczorem, nawet jeśli brzmią banalnie. Dziesięć minut patrzenia przez okno przed rozpoczęciem pracy. Codzienna wiadomość wysłana do kogoś bliskiego bez okazji.
Rytuały nie spowodują, że coś się zmieni od jutra. Ale wprowadzają do życia rytm, który bywa trwalszy niż zryw. Tak przecież zmienia się (na lepsze) świat w skali globalnej – i tak, zazwyczaj, zmienia się życie pojedynczego człowieka.
Może więc na koniec roku warto powstrzymać się od czarnych podsumowań, a także nie obiecywać sobie radykalnej poprawy. Choć na chwilę zdejmijmy z siebie presję. Uwierzmy, że zmiany – te naprawdę trwałe – rzadko zaczynają się od fajerwerków (przy okazji:
Nowy Rok naprawdę może się bez nich obejść!).
Dobrego wieczoru. I łagodnego przejścia w nowy rok.