Przeglądam rok w wyborze fotoedytorów „Wyborczej” i najważniejsze teksty, jakie napisaliśmy w 2025. Zaczął się ogniem, który trawi dom pod Los Angeles i kończy płomieniami chanukowej świecy na plaży w Bondi. To bardzo symboliczna i niepokojąca klamra. Jakby nie było innego świata. Jakby wszystko, co zdarzyło się w ciągu minionych 12 miesięcy, upłynęło pod znakiem tego żywiołu.
Ukraina, Gaza, pożary, demonstracje, ofiary starć, zamachów. To był kolejny rok wielkich wojen, katastrof, przekraczających ludzką wyobraźnię. Nawet obrazy topniejących lodowców i zalanych szwajcarskich dolin w jakimś sensie opowiadają o ogniu, jaki nas trawi. Nawet zdjęcie Putina i Trumpa na Alasce dobrze wpasowuje się w opowieść o płomieniach.
Szczęśliwego Nowego Roku!