Cześć, tu Mikołaj.

Mikro-segmentacja na bazie mailowej nie ma sensu. (zdarzają się wyjątki, ale bardzo rzadko!)

Dziś powiem, czego nie robić w temacie segmentacji. I co się robić opłaca.

I stoi za tym prosta matematyka.

Problem

Każdy artykuł o email marketingu mówi, że trzeba segmentować listę. I wysyłać różne maile do różnych segmentów, aby generować wyższą skuteczność.

Czyli tworzę osobne segmenty dla osób, które kupiły komputery, laptopy, słuchawki, klawiatury.

I dla każdego z takich segmentów tworzę osobne maile.

Teoria brzmi super, tylko matemtyka się nie zgadza. Bo w praktyce…

Założenie: baza subskrybentów 50.000. Tworzę 5 segmentów, każdy z nich ma po 10.000.

-> wysyłając 5 maili do całej bazy mam 250.000 wysyłek.

-> wysyłając 5 maili do segmentów mam 50.000 wysyłek i dużo mniej przychodu.

Dodatkowo: większość sklepów nie potrafi zrobić jednego dobrego maila do całej bazy. Nie mają czasu, skilla, wiedzy. Maile są słabe i nie konwertują.

A jeśli dostaną polecenie stworzenia w tym samym czasie kilku maili? 1) będą jeszcze słabsze, więc wyniki będą gorsze. 2) po czasie powiedzą, że email nie działa i przestaną zupełnie wysyłać.

Mało tego.

Często zdarza się tak, że ten “personalizowany” mail pod segment wcale nie generuje wyższej konwersji, niż ogólny email do całej zaangażowanej bazy.

Czyli finalnie: 5x więcej pracy i gorsze wyniki sprzedażowe.

Jak ja korzystam z segmentacji, aby zwiększać sprzedaż?

1) Główny segment wysyłkowy - zaangażowane kontakty.

Tworzę segment aktywnych kontaktów:

TYLKO do tej grupy wysyłam 80-90% newsletterów.

Dzięki temu mam: -> wysoki wskaźnik otwarć i kliknięć w mailach, -> dobrą dostarczalność maili.

2) Segmenty dodatkowe

Tworzę segmenty, które dla danego biznesu mają sens i do nich realizuję ok. 10% wysyłek miesiąca.

W danym tygodniu wybieram jeden segment i realizuję dla niego newsletter. Często nawet rzadziej niż raz w tygodniu.

To opłacalne przy większych bazach mailowych. (min. 10k aktywnych kontaktów).

Przykładowe segmenty:

Klient VIP

Najważniejszy segment klientów. Często wyróżniam ich lepszymi ofertami, wcześniejszym dostępem, rozmowami o produktach itd.

Klika, ale nie kupuje

Osoba zainteresowana produktem, z pewnymi obawami - warto mocniej zachęcić do zakupu.

Klient jednorazowy

Osoba kupiła tylko raz. Mamy tu potencjał na ponowne zakupy, czasami wystarczy tylko dodatkowa zachęta.

Nieaktywny

Brak otwarć i kliknięć. Puszczamy przez higienę listy, a następnie dodajemy do listy na “specjalne okazje” - wysyłamy tylko w ramach większych akcji promo (np. Black Friday).

Prosta zasada, którą zawsze się kieruję: nie komplikuj, to nigdy nie przynosi dobrych efektów. Im prościej, tym lepiej.

Mikołaj Trojan
flowmail.pl

PS. Ostatnio przesłałem zły link, więc podrzucam ponownie!


Pracuj ze mną