Mikro-segmentacja na bazie mailowej nie ma sensu. (zdarzają się wyjątki, ale bardzo rzadko!)
Dziś powiem, czego nie robić w temacie segmentacji. I co się robić opłaca.
I stoi za tym prosta matematyka.
Problem
Każdy artykuł o email marketingu mówi, że trzeba segmentować listę. I wysyłać różne maile do różnych segmentów, aby generować wyższą skuteczność.
Czyli tworzę osobne segmenty dla osób, które kupiły komputery, laptopy, słuchawki, klawiatury.
I dla każdego z takich segmentów tworzę osobne maile.
Teoria brzmi super, tylko matemtyka się nie zgadza. Bo w praktyce…
Założenie: baza subskrybentów 50.000. Tworzę 5 segmentów, każdy z nich ma po 10.000.
-> wysyłając 5 maili do całej bazy mam 250.000 wysyłek.
-> wysyłając 5 maili do segmentów mam 50.000 wysyłek i dużo mniej przychodu.
Dodatkowo: większość sklepów nie potrafi zrobić jednego dobrego maila do całej bazy. Nie mają czasu, skilla, wiedzy. Maile są słabe i nie konwertują.
A jeśli dostaną polecenie stworzenia w tym samym czasie kilku maili? 1) będą jeszcze słabsze, więc wyniki będą gorsze. 2) po czasie powiedzą, że email nie działa i przestaną zupełnie wysyłać.
Mało tego.
Często zdarza się tak, że ten “personalizowany” mail pod segment wcale nie generuje wyższej konwersji, niż ogólny email do całej zaangażowanej bazy.
Czyli finalnie: 5x więcej pracy i gorsze wyniki sprzedażowe.
Jak ja korzystam z segmentacji, aby zwiększać sprzedaż?
1) Główny segment wysyłkowy - zaangażowane kontakty.
Tworzę segment aktywnych kontaktów:
TYLKO do tej grupy wysyłam 80-90% newsletterów.
Dzięki temu mam: -> wysoki wskaźnik otwarć i kliknięć w mailach, -> dobrą dostarczalność maili.
2) Segmenty dodatkowe
Tworzę segmenty, które dla danego biznesu mają sens i do nich realizuję ok. 10% wysyłek miesiąca.
W danym tygodniu wybieram jeden segment i realizuję dla niego newsletter. Często nawet rzadziej niż raz w tygodniu.
To opłacalne przy większych bazach mailowych. (min. 10k aktywnych kontaktów).
Przykładowe segmenty:
Klient VIP
Najważniejszy segment klientów. Często wyróżniam ich lepszymi ofertami, wcześniejszym dostępem, rozmowami o produktach itd.
Klika, ale nie kupuje
Osoba zainteresowana produktem, z pewnymi obawami - warto mocniej zachęcić do zakupu.
Klient jednorazowy
Osoba kupiła tylko raz. Mamy tu potencjał na ponowne zakupy, czasami wystarczy tylko dodatkowa zachęta.
Nieaktywny
Brak otwarć i kliknięć. Puszczamy przez higienę listy, a następnie dodajemy do listy na “specjalne okazje” - wysyłamy tylko w ramach większych akcji promo (np. Black Friday).
Prosta zasada, którą zawsze się kieruję: nie komplikuj, to nigdy nie przynosi dobrych efektów. Im prościej, tym lepiej.
Mikołaj Trojan flowmail.pl
PS. Ostatnio przesłałem zły link, więc podrzucam ponownie!
Pokazuję wszystkie kroki, jak zbudowaliśmy od zera email marketing (w 4 miesiące)