O infostealerach napisałam już całego blogposta, ale dziś chcę tylko napomknąć o nich w kontekście kampanii scamerskich. Od pewnego czasu Internet wydaje się pełen zamykających się sklepów. Zwykle to rodzinne biznesy, maleńkie manufaktury itp., które „z bólem serca” oferują produkty po cenach tak obniżonych, że „żal nie kupić”. Ich wspólną cechą rozpoznawczą coraz częściej są zdjęcia „rodzinne” wygenerowane przez AI, ale żeby je zobaczyć musimy przecież najpierw odwiedzić stronę…
Niektóre z tych sklepów, może nawet większość, to proste scamy nakierowane na wyłudzanie danych płatności i kradzież drobnych sum pieniędzy. Część osób być może nawet nie zwróci uwagi na to, że nigdy nie otrzymały zamówionych produktów, a reszta skorzysta z procedury chargeback i zastrzeże kartę. Ale to, o czym warto pamiętać zanim w ogóle klikniemy link takiej strony, to złośliwe oprogramowanie, które może być zaszyte w jej kodzie. W tym wypadku już samo wejście na stronę stanowi poważny problem.
Co gorsza, tego typu praktyki mogą też dotyczyć witryn w 100% legalnych biznesów online. Wystarczy, że stronie sklepu brakuje ważnej aktualizacji albo nie jest ona odpowiednio skonfigurowana pod kątem zabezpieczenia przed wstrzykiwaniem złośliwych skryptów. Konkretny schemat ustawień zależy oczywiście od tego, z jakich narzędzi korzysta witryna, natomiast co do zasady: pamiętaj o regularnych update’ach i backupach oraz o stosowaniu silnych haseł. Polecane są również skanery, którymi możesz regularnie testować swoją stronę, choć tu już należy zachować ostrożność i dostatecznie dobrze sprawdzić źródło, szczególnie jeśli pobierasz wtyczkę takiego skanera.