Studniówki w nowych czasach

Czwartek, 22 stycznia 2026
redaktorka naczelna Gazety Stołecznej
Dzień dobry,
strach, nerwowy śmiech, zażenowanie, niepewność – to emocje, które towarzyszyły wczoraj obserwatorom wystąpienia Donalda Trumpa podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos.
Właściwie od początku jego obecnej kadencji pewne jest tylko jedno – że nikt niczego nie może być pewny. Ani Ukraina, ani Europa, ani świat. Ani, co oczywiste, cel ostatniej fiksacji przywódcy USA, czyli Grenlandia, o której wczoraj Trump powiedział, cytuję: „wielki kawał lodu”. Cóż z tego, że w Davos zapewnił, że Stany nie użyją siły do przejęcia wyspy, gdy potem opowiadał o tym, że jego kraj chce ją „nabyć”. I jednocześnie groził Europie, że jej sprzeciw zostanie „zapamiętany”.
Nikt nie jest w stanie przewidzieć, co Trumpowi przyśni się dzisiaj, czym i komu zagrozi po południu, co komu obieca jutro, a czego wyprze się w weekend.

Tylko jednoznaczna, solidarna postawa Unii Europejskiej wobec tego szaleństwa, może dać temu jakiś odpór. Wczoraj mieliśmy dowód. Gdy Trump zagroził nałożeniem ceł na Europę za obronę Grenlandii, ta odpowiedziała tą samą groźbą. Próba sił zakończyła się późnym wieczorem wycofaniem się Trumpa. Oczywiście z zastrzeżeniem, że być może dziś się okaże, że to były tylko deklaracje na wiatr, a cła zostaną przez Amerykę wprowadzone. Albo, że wobec Grenlandii zostanie użyta siła. Albo, że król Danii zostanie porwany. I nie będzie już żadnych negocjacji, a wczorajsza mowa, która wprowadziła w konsternację demokratyczny świat, była kolejnym wielkim kawałem Donalda Trumpa.

To dzięki osobom, które subskrybują Wyborcza.pl, możemy tworzyć nie tylko ten newsletter, ale też reportaże, wywiady i śledztwa. Dziękujemy! Jeśli jeszcze nie masz prenumeraty cyfrowej, sprawdź aktualne promocje TUTAJ.
TEMATY DNIA
NIE PRZEGAP
DAJ SIĘ WCIĄGNĄĆ
PODCAST