Newsletter Oglądamy, Słuchamy, Czytamy

Poniedziałek, 2 lutego 2026

Wojciech Szot
dziennikarz działu Kultura

Pamiętacie jeszcze te wieczory i noce, gdy z ekscytacją czekaliście na poranek, gdy pozwolą wam bawić się nową zabawką? 14 grudnia 1897 roku taką noc przeżył Bolesław Prus. Spał niespokojnie, nie mogąc doczekać dnia. O poranku zrezygnował ze zwyczajowej kąpieli, by jak najszybciej… usiąść do swojej pierwszej maszyny do pisania.

Maszyna była prezentem dla Prusa od samego Prusa. W ten sposób pisarz uczcił swoje pięćdziesiąte urodziny.

Twórca "Lalki" od rana uczył się pisać na maszynie. "Tak mnie bawi nowe zajęcie, że po prostu żal mi opuścić maszyny" – wystukiwał na klawiaturze, popełniając przy tym dziesiątki błędów. Testował pisanie: "Napiszmy teraz jakiś wyraz w cudzysłowie, np. »Cudzysłów«. Zdaje się, że jest wcale dobrze napisane".

Wystukiwał to, co mu przychodziło do głowy.

Przepisywał modlitwę "Ojcze nasz", artykuł z "Kuriera Codziennego" i notował, że żona zagadała się z jakąś panią. Szybko przechodził do tematów poważniejszych. Zastanawiał się nad tym, czego wymaga dobra powieść. Wśród warunków wymienia "zdolności autora" i styl, czyli "wyrazów odpowiednio wybranych, uporządkowanych i jak najlepiej przystosowanych do przedmiotu".

Prus widział w maszynie do pisania nie zabawkę, lecz coś, co może zmienić jego życie. "Czy wiecie, dlaczego uczę się pisać na maszynie? Ponieważ obawiam się, że mogę wzrok utracić" – pisał w liście do przyjaciela, Juliana Święcickiego.

Pierwsze zapiski Prusa na maszynie przypominają nasze pierwsze próby komunikacji z chatbotami korzystającymi z generatywnej sztucznej inteligencji. Pytaliśmy o głupotki i sprawy najpoważniejsze. Sprawdzaliśmy, czy umie liczyć i czy wie, który żyjący pisarz jest najwyższy (a przynajmniej ja sprawdzałem). Jednak wszystko to robiliśmy – i pewnie dalej robimy – z drżeniem, że ta nowa technologia nas wszystkich wysadzi. I co pozostanie?

Optymizmu szukam w tym, że wciąż będą książki, te – jak pisał Marcin Wicha – "arcydzieła designu", "przedmioty doskonałe, jak łyżka lub koło". Może lektura książek okaże się ostatnią rebelią w świecie zarządzanym przez algorytmy na służbie finansowych elit?

A co czytać? Skoro jesteśmy w nastroju refleksyjnym, to polecam Państwu "Proste rzeczy" Wichy, o którym mistrzowsko pisze w "Wyborczej" Eliza Kącka. Jego felietony to mistrzowskie opowieści o sprawach pozornie tylko prostych. Dają nadzieję, że wciąż towarzyszą nam wielcy pisarze, których dzieło ma szansę przetrwania stuleci. Jak pierwszy maszynopis Bolesława Prusa. 

NIE PRZEGAP

DO POCZYTANIA

POLECAMY