Prus widział w maszynie do pisania nie zabawkę, lecz coś, co może zmienić jego życie. "Czy wiecie, dlaczego uczę się pisać na maszynie? Ponieważ obawiam się, że mogę wzrok utracić" – pisał w liście do przyjaciela, Juliana Święcickiego.
Pierwsze zapiski Prusa na maszynie przypominają nasze pierwsze próby komunikacji z chatbotami korzystającymi z generatywnej sztucznej inteligencji. Pytaliśmy o głupotki i sprawy najpoważniejsze. Sprawdzaliśmy, czy umie liczyć i czy wie, który żyjący pisarz jest najwyższy (a przynajmniej ja sprawdzałem). Jednak wszystko to robiliśmy – i pewnie dalej robimy – z drżeniem, że ta nowa technologia nas wszystkich wysadzi. I co pozostanie?
Optymizmu szukam w tym, że wciąż będą książki, te – jak pisał Marcin Wicha – "arcydzieła designu", "przedmioty doskonałe, jak łyżka lub koło". Może lektura książek okaże się ostatnią rebelią w świecie zarządzanym przez algorytmy na służbie finansowych elit?
A co czytać? Skoro jesteśmy w nastroju refleksyjnym, to polecam Państwu "Proste rzeczy" Wichy, o którym
mistrzowsko pisze w "Wyborczej" Eliza Kącka. Jego felietony to mistrzowskie opowieści o sprawach pozornie tylko prostych. Dają nadzieję, że wciąż towarzyszą nam wielcy pisarze, których dzieło ma szansę przetrwania stuleci. Jak pierwszy maszynopis Bolesława Prusa.