Tymczasem Tajlandia nie ma ostatnio najlepszej prasy. W wywiadzie z połowy lutego premier sąsiedniej Kambodży Hun Manet
.
Z kolei w przyrodniczym światku wybrzmiewają kontrowersje wokół decyzji władz tego kraju, by
strzelać środkami antykoncepcyjnymi do dziko żyjących słoni. Oficjalne Tajlandia chce tak kontrolować populację tych wielkich ssaków, by wygasić konflikty z mieszkańcami terenów rolniczych. Przyrodnicy zwracają jednak uwagę, że przecież słonie - symbol Tajlandii - to wciąż gatunek, który bardziej trzeba wspierać, niż ograniczać, żebyśmy go nie stracili.
Na tym nie koniec krytyki, jaka spadła na turystyczny raj w ostatnim czasie. Na początku roku
Indonezja zakazała przejażdżek na słoniach. Rykoszetem oberwało się w związku z tym sąsiedniej Tajlandii, gdzie tego typu "rozrywka" wciąż jest dozwolona. Biznes kwitnie kosztem dobrostanu zwierząt, z czego pewnie nie zawsze zdają sobie sprawę turyści.
Ale chyba największy cios w wizerunek Tajlandii nadszedł w ostatnich dniach, gdy władze oficjalnie potwierdziły, że w tzw.
Tiger Kingdom śmierć poniosły 72 tygrysy, trzymane w ciasnych klatkach i wypuszczane na wybiegi ku uciesze turystów.
Nie warto swoimi pieniędzmi wspierać takich "atrakcji" turystycznych.