|
Dzień dobry Janek,
Dziś rano niestety pomyliłam się z wysyłką biuletynów i w efekcie osoby zapisane na wyzwanie nie dostały żadnego, a niezapisane otrzymały dwa. Bardzo Cię przepraszam i już się poprawiam. Ogromnie się cieszę, że spotykamy się w wyzwaniu! Jutro około 8:00 spodziewaj się pierwszego maila ode mnie w ramach wyzwania.
Wiosna coraz bliżej! Czy u Ciebie też słońce coraz częściej świeci, ptaki śpiewają, a z ziemi nieśmiało wychylają się pierwsze zwiastuny wiosny? U mnie tak właśnie jest. W tym roku ten piękny przedwiosenny czas chyba dużo bardziej cieszy, bo zima była wyjątkowo mroźna i śnieżna. Cieszę się, że w powietrzu czuć wiosnę i po cichu trochę się obawiam, że wyzwanie POZNAJ SIEBIE, które zaplanowałam na pierwszy weekend marca przegra sromotnie ze spacerami i wycieczkami w plener. W ostatni weekend widziałam pierwszych grillujących, a sami wraz z mężem zainaugurowaliśmy sezon rowerowy ;) Z drugiej strony taka piękna pogoda to nowa energia, która w poznawaniu siebie i wprowadzaniu zmian jest wielkim błogosławieństwem.
Co myślisz o weekendowym formacie wyzwania? A może w przyszłym roku zaplanować je w środku tygodnia? Daj koniecznie znać odpowiadając na ten mail!
W tym biuletynie chcę poruszyć temat wyzwań w naszym życiu. Czy je lubimy i czy ich szukamy? Co nam dają, a może coś przez nie tracimy?
Ja lubię mierzyć się z wyzwaniami (ciągle tylko niektórymi) w mojej pracy, ale nie miałam tak zawsze. Kiedyś raczej starałam się je omijać. W ogóle trudności i słabość ciężko mi było zaakceptować. I musiałam się z nimi zmierzyć, aby to się zmieniło. Jeszcze mam dużo obszarów, w których wyzwania na mnie czekają, ale czuję, że moje nastawienie do podejmowania trudu (ja po prostu nazywam go krzyżem:), jest inne niż kiedyś.
Mierzenie się z wyzwaniami pomaga nam w rozwoju o ile oczywiście ich poziom jest dopasowany do czasu, w którym jesteśmy i naszych możliwości. Zwykle za nimi stoi pewna mieszanka korzyści, ale i ryzyka, więc potrzeba sporej mądrości, aby nimi "zarządzić". Moje wyzwanie POZNAJ SIEBIE i drugie, które urządzam w okolicy listopada, są takimi zaproszeniami do mobilizacji, do ekstra wysiłku, do zrobienia czegoś więcej. Chciałabym, aby raczej kojarzyło się ono z dobrą zabawą, a nie czymś uciążliwym i aby korzyści w nim przeważały. Właśnie z taką myślą podeszłam do projektowania swoich wyzwań - żebym i sama miała w nich FUN. Czy tak będzie i tym razem? Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat!
Przez wiele lat unikałam udziału w wyzwaniach, które ktoś organizował i chyba pierwszym, w którym wzięłam udział, wiele lat temu, było wyzwanie u Helen Pritchard i dotyczyło aktywności na LinkedIn.
Zgłosiłam się na tamto wyzwanie, bo było darmowe (!), a przecież nie zawsze tak jest i chciałam od środka doświadczyć czegoś takiego. Zaspokojenie ciekawości to też zacna motywacja ;) Pamiętam, że niesamowite było poznanie osób z całego świata, głównie z UK, biorących udział w tym wydarzeniu. Potem przez jakiś czas śledziłam aktywność niektórych na LI. W tamtym przypadku miałam korzyść networkingową i też dowiedziałam się więcej na temat LI. I choć może niekoniecznie wdrożyłam zdobytą tam wiedzę, to uważam, że bilans korzyści i ryzyka był dla mnie na plus.
Jestem ciekawa, jaki będzie ten bilans u Ciebie! Bardzo się cieszę, że jesteś w naszej wyzwaniowej drużynie i mocno Ci kibicuję w mierzeniu się z zadaniami, które dla Ciebie przygotowałam! I pamiętaj, jak wiosna w ten weekend pociągnie Cię w jakieś inne miejsce, to zawsze możesz wrócić do tych treści w innym momencie. Workbooki już czekają na wysyłkę :)
Jak może wiesz, moim osobistym wyzwaniem, które podejmuję drugi raz przy okazji organizowania wyzwania dla Was, jest codzienna publikacja relacji video w tygodniu poprzedzającym start wyzwania. I to się właśnie działo w ostatnim tygodniu. Jedną z rolek umieściłam także tutaj w biuletynie - przewiń do początku!
Może przyjdzie taki czas, że takie gadanie do kamery w telefonie przestanie być dla mnie wyzwaniem, że stanie się codzienną przyjemnością, ale na razie, wierz mi, tak nie jest!
Kilka dni temu na przykład, zaplanowałam sobie nagranie porannej relacji w samochodzie, gdy wracałam z porannej mszy. Obudziłam się z opryszczką, potem w samochodzie rozleciały mi się okulary, ale pomyślałam: przecież mam wyzwanie, takie bzdety nie mogą mi stanąć na przeszkodzie. Oczywiście jeszcze może być migrena, wysoka gorączka czy dużo gorsze rzeczy i wtedy, faktycznie, będę musiała dać za wygraną, ale brak okularów czy opryszczkę - może jakoś przeżyję. Pojechałam do apteki po lekarstwa, znalazłam stare okulary po córce i z opóźnieniem, ale jednak - relacja tego dnia się ukazała. Zajrzyj na YouTube oraz na Instagram.
Za tydzień kończę moje cotygodniowe biuletyny. Pisanie ich to też moje osobiste wyzwanie - ale o tym pewnie jeszcze napiszę. Już niedługo dla uczestników wyzwania start obniżki na produkty elektroniczne - o tym więcej już w pierwszym wyzwaniowym mailu. Dla osób aktywnych w naszej FB grupie też przygotowałam niespodziankę - możliwość 30-minutowej darmowej konsultacji. Będzie jeszcze jeden bonus, ale o tym już jutro!
Cieszę się, że z dnia na dzień, jest nas coraz więcej! Jeśli wiesz jeszcze o kimś, kto potrzebuje mobilizacji, koniecznie prześlij mu lik do zapisów!
Pozdrawiam ciepło,
Justyna
|