Inkubatory hejtu

Szanowni Wielowymiarowi!


Poczułam wielką ochotę na dalsze komentowanie sytuacji na rynku rozwoju w Polsce. Bo się nieźle porobiło. Ponoć Saturn i Neptun w Baranie - wspierają takie przewały. Dodam do tego ognistego Barana mojego osobistego Byka - dla powiększenia rogacizny i … jedziemy.


Od razu chcę poinformować - że każdy komentarz zalatujący hejtem - olewam.


Komentarze typu - „zastanów się co w Tobie, że to piszesz” - w domyśle - idź na terapię zaburzona babo, nie wiesz, co gadasz - olewam. Komentarze typu „bzdury gadasz” - olewam.


Ale tego, czego nie olewam - to stanie w bierności i patrzenie na rozróby, brak szacunku, fale uderzeniowe i prostacki hejt - a wszystko z powodu ucieczki przed sobą, ucieczki przed swoim bólem... Nie, nie będę stać i się przyglądać. O nie.


Zastanawiałam się, czy w dwóch postach się zmieszczę, ale nie, na pewno będzie kilka odcinków. Tyle, ile trzeba. Według mnie. Chcę nawiązać do konkretnych osób i wypowiedzi.


Wyrażam swoje zdanie, bazując na doświadczeniu życiowym i zawodowym.


To tytułem wstępu.


Dziś o „inkubatorach hejtu”. W nawiązaniu do wstępu:


Patrzyłam przez ostatnie lata na profile, których motywem przewodnim jest uderzanie w rozwój, w trenerów, w terapeutów, w tematy typu „uzdrawianie traumy”, w całe systemy terapeutyczne. Jak te inkubatory hejtu gromadzą wokół siebie sfrustrowane tłumy.


Inkubatory hejtu to nie są kołyski mędrców i znawców. Nie. Te inkubatory są tworzone i podtrzymywane przez ludzi, którzy mówią o sztuce rozwoju jak przemądrzała Sowa z Kubusia Puchatka - ale bez kontaktu z esencją rozwoju - czyli bez kontaktu z własnym czuciem. Tam, gdzie wystąpiła osobista porażka w nawiązaniu kontaktu ze sobą, z własnymi przeżyciami - tam rodzi się żal i pretensja do całego świata rozwoju. „Mnie się nie udało, więc napluję na wszystko, bo mnie boli.”


Czy ta porażka w kontakcie ze sobą należy do kategorii winy? Nie. Takie porażki są trudnym doświadczeniem osób, które nie mają zasobów, by przeżyć swój ból. Ból jest większy, niż możliwość ustania go. Nie ma w osobie zaliczającej porażkę w kontakcie ze sobą wystarczającego wewnętrznego dorosłego, żeby stawić się do siebie.


Kontakt z obolałymi częściami siebie - nazywanymi „traumami”, „blokadami” - to święty kontrakt Dusz na Ziemi - na planecie, której głównym pierwiastkiem edukacyjnym jest ból.


Do bólu może twórczo stawić się tylko wewnętrzny dorosły. Nie ma możliwości zajęcia się swoimi ranami z poziomu dziecka. Brak zasobów - oznacza brak czynnego dorosłego w sobie. Budowanie tego dorosłego - jest celem rozwoju osobistego.


Ten, kto nie buduje zasobów do zwrócenia się z czułością do swoich poodcinanych bólem części - nieuchronnie wpada w pułapkę ziemskiej szkoły planetarnej dla Dusz - zaczyna chorować, jest sfrustrowany, pełen żalu i pretensji. Zawala lekcje Duszy, bo nie ma zasobów i nawet nie ma zasobów, by zacząć budować te zasoby.


Taki bezzasobowy dron w naszej przestrzeni życiowej jest obecnie nazywany Narcyzem.


Czy łączenie się w kółka różańcowe bezzasobowych dronów z innymi ucieczkowiczami od siebie ma sens rozwojowy?


Żadnego.


Jest to wtedy zbiorowe wentylowanie swoich bóli i rozczarowań. Często podlane gęstym sosem intelektualnych ucieczek od ciała do głowy. Czy to wentylowanie pomaga żyć na tej pełnej ucieczce? Pomaga na moment. A potem coraz głębsza zapaść.


Intelektualizowanie pomoże?


Nie. Kręcenie lodów w głowie nie pomaga. Wzmaga proces odcięcia od ciała i emocji i bólu.


Opiniotwórcze profile krzesane przez osoby w rozkwicie ucieczki od siebie, które przegrały same ze sobą, które w gruncie rzeczy są przerażone brakiem własnych szans rozwojowych - mają zrozumiałą potrzebę stanięcia u wrót piekła w większym gronie. Lot w dół jest przerażający i straszny. Trzymanie się za rączkę z innymi - po prostu pomaga trwać w tym bolesnym locie.


Z pozycji celów Duszy na Ziemi - taki inkubator hejtu to po prostu inkubator bólu - pozbawiony świadomości i dostępu do siebie.


Bez dostępu do siebie - nie ma możliwości rozwoju.


W ucieczce od siebie - powiela się wzorce porzucenia i zdrady z dzieciństwa.


Wejście w głowę i obracanie w głowie płynnych zdań - nie ma sensu, jeśli nie towarzyszy temu przyjaźń z własnym ciałem i z czuciem siebie.


Inkubator hejtu = inkubator bólu bez nadziei na zmianę, bez zasobów na przeprowadzenie zmiany.


Inkubatory hejtu są i mają spore pole rażenia. Pytanie tylko, czemu służą? Wspieraniu rozwoju? Czy wspieraniu ucieczki od siebie i od rozwoju?


Barbara Ravensdale


Vintage Barbara Ravensdale
Zawada 53, 24-160, Wąwolnica
Poland

You received this email because you signed up on our website or made a purchase from us.

Zrezygnuj