to nie Twój zepsuty metabolizm, wyjaśniam  ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­

Prawie połowa dorosłych na świecie próbuje teraz schudnąć.

Od 80 do 95% z nich się nie uda.

Ciebie do tej grupy nie zaliczam.

Tutaj każdy wie, co to deficyt, i ćwiczy nie tylko dla lustra.

Ale przez lata zgłosiły się do nas setki aktywnych osób, u których redukcja totalnie padła.

Trzymali rygor, a waga i tak stała.

I powiem Ci coś, co może lekko zaboleć: prawie nikt z nich nie oszukiwał na treningu. A diety mieli prostsze, niż się spodziewali.

Problem był zupełnie gdzie indziej.

Sprawdź, czy to Twoja historia.

Zaczynasz redukcję. Tniesz 500 kcal, dorzucasz trochę kroków. Lecą 2-3 kilo. Dokładasz cardio, schodzi kolejne 4-5. Jest postęp, więc tniesz jeszcze 200. I nagle… cisza. Waga stoi.

Tniesz dalej, bo niby co innego masz zrobić.

Jesz już tyle co Twoja dziewczyna. Jesteś głodny, rozdrażniony, a czasem z tego głodu nie możesz nawet zasnąć.

A wszyscy mówią Ci to samo: „na pewno jesz więcej, niż myślisz. każdy przeszacowuje kalorie. trenuj ciężej.”

Otóż nie. Najprawdopodobniej wcale nie jesz więcej, niż myślisz.

Dzieje się coś, czego nie widzisz. I czego nie wybierasz świadomie.

Nazywa się NEAT.

To wszystkie kalorie, które spalasz poza treningiem: chodzenie, wiercenie się na krześle, sprzątanie, nawet poranna posiadówka z telefonem.

U dużego faceta to potrafi być ponad 1000 kcal dziennie. Często więcej, niż spalasz na samej siłowni.

I teraz najważniejsze.

Kiedy jesteś na deficycie, ciało po cichu ścina NEAT, żeby oszczędzać energię.

Nie podejmujesz decyzji, że ruszasz się mniej.

Po prostu zaczynasz. Więcej siedzisz, wolniej chodzisz, mniej się wiercisz. Wszystko podświadomie.

Badania mówią o spadku rzędu 300-600 kcal dziennie. Czyli mniej więcej tyle, ile z takim trudem wycinasz z talerza, ciało po cichu odbiera Ci z drugiej strony.

To nie jest Twój „zepsuty metabolizm”. To metabolizm, który robi dokładnie to, do czego został zaprojektowany.


Broni Cię przed czymś, co odczytuje jako głód. I robi to tak subtelnie, że nigdy tego nie łapiesz.

Co z tym zrobić samemu?

Przestań dokręcać śrubę.

Zamiast tego zrób tzw. diet break: na 7-14 dni wracasz na zero kaloryczne. To nie cheat i nie puszczenie wszystkiego luzem.

Dalej pilnujesz białka i jakości jedzenia, zmienia się jedno: przestajesz ciąć.

Waga skoczy. Spokojnie, to nie tłuszcz, tylko woda i glikogen. Wróci energia, wróci NEAT, a po powrocie do deficytu wszystko znów ruszy.

To nie cofanie się. To krok w tył, żeby ruszyć mocno do przodu, na dużo lepszych warunkach.

Rób to co 2-3 miesiące. Tyle. To naprawdę działa.

A teraz brutalnie szczerze...

Tego wszystkiego - NEAT, diet breaków, tego jak duży masz własny „silnik metaboliczny” - możesz pilnować sam.


Da się. Część osób tak robi i super.

Ale są ludzie, którzy nie chcą zgadywać. Chcą mieć gotowy plan, raz w tygodniu wrzucić raport i wiedzieć, że ktoś, kto przerabiał to setki razy, patrzy na te niewidzialne zmienne za nich.

Dla nich jest Klub Stalowej Formy.

I do niedzieli 21 czerwca wchodzi się do niego z gwarancją. Jeśli przez 3 miesiące nie dowieziemy ustalonego wyniku, oddajemy 100% kosztów.

Ryzyko jest po naszej stronie, nie Twojej. Szczegóły promo w regulaminie na stronie.

Kliknij i zamień „chyba jem za dużo" na „wiem dokładnie, co działa" →

Tylko do Niedzieli 21.06.

To był Stalowy Szok, a teraz - do następnego!

Mikołaj 'Stalowy Szok' Nowak

Pssstt... „Ale przy redukcji traci się siłę" - tak myślał Marcin. Zszedł 25 kg, a siła nie spadła, wręcz urosła. Redukcja naprawdę może tak wyglądać, jeśli ktoś pilnuje za Ciebie tych niewidzialnych zmiennych. Czekam na Twoj następny krok..