Świat obiegły dziś zdjęcia, na których Moskwa przypominała Mordor. Widać było na nich nisko wiszące czarne chmury i rozbryzgi ognia. Wkrótce na miasto spadnie czarny deszcz. Zamiast wody z góry poleci ropa naftowa.
Ukraina przeprowadziła dziś największy atak dronowy na rosyjską stolicę. Bezzałogowe samoloty przenoszące bojowe głowice przedostały się przez dziesiątki rozstawionych wokół Moskwy wyrzutni pocisków przeciwlotniczych i uderzyły w największą w mieście rafinerię.
Oglądam filmy nakręcone na tamtejszych ulicach. Na twarzach Moskwian, patrzących jak siła eksplozji wyrzuca w powietrze ważącą tony pokrywę wielkiego zbiornika na paliwo, widać było przerażenie i zdumienie. Przeczytałem w rosyjskim internecie – a właściwie jego resztkach, bo Kreml ogranicza Rosjanom dostęp do sieci - taki ironiczny komentarz: "W powietrzu zapach spalenizny, na niebie czarny dym. W głowie kłębią się pytania: Po co te naloty dronów? Komu przeszkadzała ta rafineria, dostarczająca benzynę Moskwianom? Nie mam odpowiedzi. Wszystko to wygląda jednak jak próba wciągnięcia Moskwy w wojnę między Ukrainą a Rosją".
No właśnie.
Mieszkańcy Moskwy, centralnego punktu Federacji Rosyjskiej, do tej pory wojny nie widzieli. Dziś ujrzeli ją w całej okazałości i można się spodziewać, że to nie koniec dronowych nalotów. Ukraińcy mszczą się w ten sposób za terrorystyczne ataki na ich miasta.
W Warszawie zaś trzęsienie ziemi w Szpitalu Południowym, gdzie pod okiem prezydenta Rafała Trzaskowskiego i jego współpracowników działy się bardzo złe rzeczy. 28-letni lekarz i radny Koalicji Obywatelskiej Dawid Kacprzyk zarabiał tam olbrzymie pieniądze i miał przyjmować oraz obsługiwać partyjnych kolegów poza kolejnością. Gdy wybuchł skandal, radny oddał część zarobionych pieniędzy.
Władze Warszawy wyrzuciły cały zarząd szpitala. Do akcji ma wejść też prokuratura. Ale czy to wystarczy, by ugasić pożar?
"Sprawa Kacprzyka to dla nas tykająca bomba" – mówią politycy KO.
Radosław Sikorski, wicepremier i minister spraw zagranicznych,
dziś pojawił się na łamach "Wyborczej" w nieco innej roli. Opowiada nie o dyplomacji, a o wierze. Pretekstem do rozmowy Doroty Wodeckiej jest jego najnowsza książka. Warto przeczytać obydwie pozycje. I książkę, i naszą rozmowę.