Poniedziałek, 22 maja 2026
wicenaczelna Gazety Stołecznej
Dzień dobry,

w latach 90., kiedy Polacy uczyli się kapitalizmu, narodził się kult „zapier…”. Pracowali po kilkanaście godzin dziennie, często na czarno, bez poczucia bezpieczeństwa – bo inaczej się nie dało.

Moje pokolenie ma już eleganckie umowy, płacę minimalną, zwolnienia lekarskie i urlopy macierzyńskie. I możemy mieć też prywatnego kierowcę. Zamiast limuzyną przyjedzie hybrydową Toyotą, ale to nawet lepiej. Mniejszy koszt dla środowiska.

Otwieram więc aplikację, wpisuję adres, za chwilę przychodzi wiadomość: twój kierowca jest już na miejscu. A 10 zł z podpiętej karty leci… no właśnie, do kogo?

W reportażu o uberyzacji Warszawy poznajemy Azurbeka, kierowcę taksówki na aplikację z Uzbekistanu. Czasem słyszy, że pracuje „na łasce Polaków” i że „ktoś wreszcie zrobi z nimi, migrantami, porządek”. Nie wychyla się. Przyjechał z długami, większość wypłaty wysyła rodzinie.

– Żaden kierowca nie wie, jak działa algorytm, ale wszyscy próbują go przechytrzyć. Jeśli odrzucasz zlecenia, spadasz na koniec listy. (…) Grunt, żeby jeździć dużo i nie narażać się pasażerom – mówi w rozmowie z Rafałem Górskim.

„Jeździć dużo”, czyli od 6 do 15 albo od 15 do momentu, aż nie zacznie zasypiać za kierownicą. Bo „zapier…” z lat 90. wcale nie zniknął, zmienił tylko adres. Ty go zamawiasz. Ja zamawiam. Moi znajomi zamawiają. Podoba nam się, że jest szybko, wygodnie i w cenie latte z kawiarni.

Usłyszę pewnie od niektórych, że „taki jest rynek". Od innych, że nasza wygoda zawsze będzie czyimś wyzyskiem – i że przecież Azurbek zarabia w Polsce dwa razy tyle, co w domu. Tyle że – biorąc pod uwagę czas pracy, paliwo, prowizje i koszt utrzymania auta – przejazd za kilka złotych nie może być uczciwy wobec kierowcy, który w dodatku nie ma ubezpieczenia, prawa do urlopu ani wsparcia związku zawodowego.

I nagle wiadomość od kierowcy – „będę za trzy minuty” – nie brzmi już tak beztrosko. Zapraszam Państwa do przeczytania tekstu „Uberyzacja Warszawy” (który nie tylko Warszawy dotyczy).
To dzięki osobom, które subskrybują Wyborcza.pl, możemy tworzyć nie tylko ten newsletter, ale też reportaże, wywiady i śledztwa. Dziękujemy! Jeśli jeszcze nie masz prenumeraty cyfrowej, sprawdź aktualne promocje TUTAJ.
TEMATY DNIA
DUŻY FORMAT
DAJ SIĘ WCIĄGNĄĆ