Emocje wzięły górę
Wszystko wskazuje na to, że prezydent Wołodymir Zełenski najprawdopodobniej nie przyjdzie na konferencję poświęconą odbudowie Ukrainy – to chyba najważniejsza informacja mijającego dnia. Zamiast niego w Gdańsku ma pojawić się premier Julija Swyrydenko. „Będę przewodniczyć ukraińskiej delegacji oraz ogólnie naszym pracom na konferencji URC-2026 w Gdańsku.” – poinformowała we wpisie na Telegramie.
Nieobecność Zełenskiego to kolejna odsłona sporu, który rozpoczął się w momencie, gdy ukraiński prezydent zdecydował o nadaniu jednemu z oddziałów Sił Zbrojnych Ukrainy imienia „Bohaterów UPA”, a prezydent Polski Karol Nawrocki zagroził odebraniem przyznanego przez Andrzeja Dudę Orderu Orła Białego, jeśli Zełenski nie wycofa się ze swojej decyzji. Ostatecznie Nawrocki ogłosił, że order odbiera, prezydent Ukrainy go odesłał pocztą, a cały konflikt wszedł na zupełnie inny poziom. Poziom, na którym z uwagi na toczącą się za naszą wschodnią granicą wojnę ukraińsko-rosyjską i zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa, nigdy nie powinien się znaleźć.
Sytuacja jest na tyle nietypowa, że prawnicy nie są zgodni, czy samo odesłanie orderu z automatu wymazuje Zełenskiego z pocztu jego kawalerów, czy konieczne są jeszcze inne działania.
„Prezydent Nawrocki miał prawo sprzeciwić się nadaniu ukraińskiej jednostce wojskowej imienia Bohaterów UPA. Problem polega na tym, że zrobił to w sposób nieskuteczny, demonstracyjny i kosztowny. Nazwa jednostki pozostała, a pozycja Polski nie została wzmocniona” – pisze z kolei w swoim cotygodniowym felietonie Jacek Czaputowicz, były minister spraw zagranicznych.
Czy pójście na zwarcie się opłata? Raczej nie, bo jeżeli Polska chce być traktowana w Europie poważnie, potrzeba nam więcej dyplomacji a mniej symbolicznych gestów. Więcej przewidzianych działań, mniej emocji. I może gdy temperatura opadnie, uda się usiąść razem do stołu i porozmawiać o bezpieczeństwie, ale też polityce historycznej.