Ostatnie dni dobitnie przypomniały o dwóch konfliktach zbrojnych nieprzerwanie kształtujących coraz trudniejszą rzeczywistość międzynarodową.
Gdy w Ankarze zwijano powoli czerwone dywany, a przybyli na szczyt NATO przywódcy państw sojuszu
chowali do gablot rewolwery sprezentowane przez gospodarza wydarzenia, Recepa Tayyipa Erdogana, dogorywało
wątłe zawieszenie broni zawarte pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem na początku kwietnia. Nieprzerwana licytacja na zamknięcia cieśniny Ormuz i stające w płomieniach tankowce, ponownie uwięziła świat w pułapce nerwowego
oczekiwania na postępy negocjacji, o których fiasko
wzajemnie obwiniają się obie ich strony. Skłonności do negocjacji, i to pomimo stale pogarszającej się sytuacji Rosji, którą najlepiej obrazuje
historyczny kryzys paliwowy, brakuje natomiast stale dążącemu do dalszej eskalacji,
a jednocześnie słabnącemu Władimirowi Putinowi. Na frontach wywołanej przez niego wojny Ukrainie udało się przeprowadzić
kilka spektakularnych operacji, które mocno osłabiają rosyjską gospodarkę i pogarszają życie mieszkańców. a Ukraina niemal codziennie dokonuje kolejnych ataków na rosyjskie obiekty naftowe. Jednocześnie Putin zapowiada, że nie zamierza kończyć wojny. Zapytaliśmy ekspertów, co myślą o ostatnich doniesieniach w kwestii tego, czy Rosja może zdecydować się o ataku na któryś z krajów NATO.
Zdania są podzielone.