Rosja testuje, Polska się kłóci
Czy to już? Można by zapytać po dzisiejszym incydencie nad Bałtykiem. Czy to te rosyjskie prowokacje, o których od kilku tygodni piszą światowe media? A może dopiero przygotowania do nich?
Polskie myśliwce przechwyciły we wtorek rosyjski samolot rozpoznawczy Ił-20, który zbliżył się do naszej granicy morskiej. Według szefa MON była to próba rozpoznania naszych systemów obrony powietrznej i kolejny element wojny hybrydowej prowadzonej przez Moskwę.
Tymczasem w Warszawie… PiS musiał gasić pożar po słowach Przemysława Czarnka, który apelował o wstrzymanie unijnego finansowania zbrojeń Ukrainy. Jarosław Kaczyński musiał więc przypominać, że pomoc militarna dla Kijowa jest „bezwzględnie potrzebna” z punktu widzenia polskiej racji stanu i bezpieczeństwa.
Ten zbieg wydarzeń jest więcej niż symboliczny. Bo czym innym jest spór polityczny z Kijowem, a czym innym podważanie sensu wsparcia kraju, który od kilku lat zatrzymuje rosyjską armię daleko od naszych granic.
Rosyjski samolot nad Bałtykiem powinien być zimnym prysznicem dla wszystkich, którzy z wewnętrznej kalkulacji zaczynają mylić polski interes z politycznym resentymentem. Bo Moskwa nie potrzebuje dziś w Polsce sojuszników.