Czasem najważniejsze jest wiedzieć, o co zapytać.  ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­

„Nie mogę wziąć pełnego oddechu”.

To zdanie brzmi dość konkretnie.

Pacjent mówi, że nie może nabrać powietrza do końca. Że wdech jakby się zatrzymuje. Że musi ziewnąć albo westchnąć, żeby wreszcie poczuć ulgę.

I od razu może pojawić się kilka pomysłów:

  • może przepona?
  • może żebra?
  • może hiperwentylacja?
  • może stres?

Tylko że sam objaw nie mówi nam jeszcze, co jest jego przyczyną.

I właśnie dlatego w pracy z oddechem najpierw chcę zrozumieć, co właściwie dzieje się z pacjentem.

Co oznacza dla niego „pełny oddech”?
Kiedy pojawia się problem?
W spoczynku czy podczas wysiłku?
Czy pojawia się ucisk w klatce, częste wzdychanie albo potrzeba ziewania?
Czy objaw zmienia się wraz z pozycją, ruchem albo stresem?

I najważniejsze:

czy mamy już wystarczająco dużo informacji, żeby zacząć pracę z oddechem?

W nowym artykule rozwinęłam właśnie ten temat:

„Nie mogę wziąć pełnego oddechu”. Co naprawdę może oznaczać ten objaw?

Piszę o tym, dlaczego jeden objaw może mieć kilka różnych źródeł, dlaczego obserwacja wzorca oddechowego to jeszcze nie diagnoza i czemu zalecenie „oddychaj głębiej” nie zawsze jest dobrym początkiem.