|
„Chciałabym, żeby w skrypcie było więcej ćwiczeń. Czy możesz nam jeszcze coś dodać?” Usłyszałam to jakiś czas temu podczas jednego ze szkoleń. To pytanie na chwilę mnie zatrzymało. W samej mojej części skryptu znajdowało się już kilkadziesiąt ćwiczeń. Do tego dochodziły materiały pozostałych osób prowadzących, więc uczestnicy naprawdę nie wychodzili z małą bazą. A jednak pojawiło się poczucie, że być może przydałoby się jeszcze więcej. Pomyślałam wtedy: czy naprawdę potrzebujemy znać kolejne ćwiczenia? Czy może ważniejsze jest to, czy wiemy, co zrobić z narzędziami, które już mamy? Na szkoleniach najczęściej uczę wersji podstawowych. Traktuję je jako bazę, a nie jako zamknięte recepty, które należy odtworzyć dokładnie tak, jak zostały pokazane. Jedno ćwiczenie można zmienić poprzez pozycję ciała, tempo, kierunek ruchu, sposób podparcia, zakres, rytm, pracę wzroku, element równowagi, dodatkowe zadanie ruchowe albo inną organizację oddechu. Można je uprościć, gdy dana osoba potrzebuje łatwiejszego zadania i większego poczucia bezpieczeństwa. Można je rozbudować, gdy potrzebne jest większe wyzwanie, praca nad koordynacją, kontrolą tułowia albo połączeniem oddechu z ruchem. W ten sposób jedno podstawowe ćwiczenie może stać się punktem wyjścia do dziesięciu, piętnastu, a czasem jeszcze większej liczby wersji. Nie chodzi przy tym o komplikowanie. Chodzi o to, aby ta sama baza mogła pełnić różne role w procesie i odpowiadać na potrzeby różnych osób. To właśnie jest mój system myślenia o ćwiczeniach. Nie zależy mi wyłącznie na przekazywaniu kolejnych ruchów do zapamiętania. Chcę uczyć rozumienia: co w ćwiczeniu można zmienić, po co wprowadzamy tę zmianę i co obserwujemy po jej zastosowaniu. Bo większa liczba narzędzi nie zawsze oznacza lepszą terapię. Można znać setki ćwiczeń i sięgać po nie przypadkowo, licząc, że któreś przyniesie oczekiwany efekt. Można też znać mniejszą, dobrze rozumianą bazę i potrafić precyzyjnie dopasować ją do konkretnej osoby, celu oraz momentu procesu. To sposób myślenia sprawia, że ćwiczenie przestaje być gotowym obrazkiem ze skryptu, a staje się rzeczywistym narzędziem terapeutycznym. Ta zasada dotyczy również własnej praktyki oddechowej. Często zapisujemy kolejne techniki, choć więcej może nam dać sprawdzenie, jak znana już praktyka zmienia się w innej pozycji, w połączeniu z ruchem, przy wolniejszym tempie albo w innym momencie dnia. W pracy z dziećmi znaczenie tych modyfikacji staje się jeszcze bardziej widoczne. Proste zadanie z wydechem może odbywać się przy stoliku. Może też zostać połączone z podporami, sięganiem, zmianą pozycji, pracą tułowia albo ruchem całego ciała. Inaczej poprowadzimy je z trzylatkiem, inaczej z dzieckiem w wieku szkolnym. Inaczej, gdy celem jest nauka kierowania strumieniem powietrza, inaczej, gdy chcemy połączyć oddech z kontrolą postawy, koordynacją czy ruchem. Nie zmienia się więc wyłącznie forma ćwiczenia. Zmienia się jego rola w całym procesie. |