Maciej Berek i Barbara Gorgoń – Mróz, jing i jang Donalda Tuska
Druga połowa sierpnia. Niby sezon ogórkowy, ale polityka aż kipi od newsów. To nieodmienny znak, że zbliżają się wybory. A jako, że kampania wyborcza w kraju nad Wisłą trwa nieustannie, nawet w sierpniu nie ma szans na relaks. Puszkę Pandory otworzył premier Tusk wskazując na kandydata do Trybunału Konstytucyjnego swoją „prawą rękę”, czyli Macieja Berka. Złośliwi komentują, że zachował się jak prezes Kaczyński, który wprowadził do Trybunału Stanisława Piotrowicza i Krystynę Pawłowicz! Ale te żart; ani Piotrowicz, ani Pawłowicz nigdy nie byli ani prawą, ani nawet lewą ręką prezesa. Analogia byłaby zasadna, gdyby Kaczyński do Trybunału Konstytucyjnego wprowadził Mariusza Błaszczaka. Ale tego nie zrobił; Błaszczak, choć bez wątpienia ma nie mniejsze osobiste i prawnicze kompetencje, niż „Godzilla” Święczkowski, był mu potrzebny do innych ważnych państwowych zadań. Co do Macieja Berka w TK mam mieszane uczucia. Bez wątpienia wskazania go do tej roli to kpina z moralnych autorytetów i prawniczych elit, tyle, że mało jest takich, którzy by mieli odwagę postawić się „Godzilli” i poharatany Trybunał odbić. Jeśli Berkowi się uda, to kibicuję mu całą swoją prawniczą duszą. Koniec tygodnia przyniósł też ewidentną wizerunkową porażkę Donalda Tuska. Jego protegowana Barbara Gorgoń – Mróz zafundowała mu hiper-galaktyczną aferę z kosztującym podatników równiutkie 200 tysięcy złotych raportem „Polaków portret własny”. Czytelnicy bez trudu udowodnili, że raport powstał z wyraźną pomocą AI. I nie było w tym nic skandalicznego, gdy pani profesor przeczytała swój własny raport przed czytelnikami z zewnątrz. Miałaby szanse wyłapać (i poprawić) kompromitujące błędy, które obrażają wiedzę przeciętnego licealisty. Nie miała widać czasu, bo zajmowała się zabieganiem o intratną fuchę w rządzie. Maciej Berek i Barbara Gorgoń – Mróz; bohaterowie tygodnia. Awers i rewers polityki Donalda Tuska. Jego jing i jang. Jasna i ciemna strona księżyca. Czytajcie „Rzeczpospolitą”, czytajcie rp.pl. Tam dowiecie się więcej.