Poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Maja Staniszewska
Dziennikarka działu Kultura

Jako Ormund Hightower, psychopata o nadwrażliwym węchu, podbił serca widzów serialu HBO "Ród smoka". Wielu poznało go dopiero teraz, ale James Norton ma na koncie wiele innych interesujących ról.

Sądząc po entuzjastycznych reakcjach w internecie na wieść o przyszłorocznym londyńskim „Hamlecie" z Jamesem Nortonem w roli tytułowej, bilety na ten spektakl rozejdą się jak świeże bułeczki. Wcale się nie dziwię.

Aktor w trzecim sezonie „Rodu smoka" brawurowo wcielił się w żądnego władzy, nieznoszącego sprzeciwu, ale pokonanego przez smród Ormunda Hightowera, który pragnął posadzić na Żelaznym Tronie swojego młodego kuzyna. Scena, w której wychodzi z wanny, ale też ta, w której wściekle wali mieczem w stół czy wreszcie ta, w której wymiotuje jak kot, zmieniły się w memy i GIF-y. 

Hightower będzie zapewne przełomową rolą w karierze Nortona, przynajmniej za oceanem, bo właśnie ona zaprowadziła go do wieczornego talk-showu, ostatecznego dowodu na to, że ktoś został przez amerykański showbiznes zauważony. Ale  41-letni Norton ma za sobą już całkiem pokaźną i poważną karierę.

Zobaczyłam go po raz pierwszy w 2014 roku w dwóch skrajnie różnych serialach. W „Grantchester" grał nieszczęśliwie zakochanego w kobiecie spoza swojej sfery, dręczonego wojennymi wspomnieniami topionymi w whisky i jazzie anglikańskiego księdza w latach 50. rozwiązującego kryminalne zagadki. W „Happy Valley" zaś całkowicie współczesnego drobnego gangstera i gwałciciela. Przyznać trzeba – duża rozpiętość.

W filmach do tej pory grał raczej role drugoplanowe, tak było w „Małych kobietkach" Grety Gerwig czy „Joy" o narodzinach pierwszego dziecka z in vitro. Główną, a nawet tytułową rolę dała mu Agnieszka Holland w filmie „Obywatel Jones", gdzie był Garethem Jonesem, walijskim dziennikarzem, który w 1933 roku opisał światu Wielki Głód w Ukrainie, ale świat nie chciał go słuchać.

W pewnym momencie Norton trafił nawet na listy aktorów, którzy mogliby zastąpić Daniela Craiga w roli 007.

Norton to także aktor teatralny, który nie boi się ryzyka. Ze swoją dość „posh" angielską urodą i takimż akcentem debiutował na West Endzie w sztuce zatytułowanej właśnie „Posh", opowiadającej o stowarzyszeniu zamożnych i ustosunkowanych studentów Oxfordu wszczynających burdy (miał do niego należeć m.in. były premier Boris Johnson). Ostatnio wystąpił w scenicznej adaptacji „Małego życia" Hanyi Yanagihary, za co zebrał entuzjastyczne recenzje. Spektakl trwał prawie cztery godziny, więc Norton, który choruje na cukrzycę typu I, ukrywał w różnych miejscach scenografii przekąski. O swojej chorobie nie tylko mówi wprost, ale też jest ambasadorem wspierających chorych i świadomość cukrzycy organizacji.

Jeśli już za Nortonem tęsknicie, jak ja, to mam dobrą wiadomość. W piątek do kin wejdzie film „Sunny Dancer", w którym następuje małe westerosowe spotkanie – aktor gra w nim bowiem ojca głównej bohaterki Allie, w którą wciela się Bella Ramsey, pamiętna Lyanna Mormont z finałowych sezonów „Gry o tron". Później Nortona będzie można zobaczyć w nowym filmie Guya Ritchiego, a jesienią 2027 roku, już na żywo, jako Hamleta w spektaklu Thomasa Ostermeiera w Londynie.
 

NIE PRZEGAP

DO POCZYTANIA