Święto pod bombami
Dzisiaj Ukraina obchodzi swój Dzień Niepodległości. Pod bombami, ale nie na klęczkach, jak pisze w komentarzu mój redakcyjny kolega Rusłan Szoszyn. Od czterech i pół roku nasz sąsiad odpiera ataki armii rosyjskiej, a od pewnego czasu pozbawiony jest pocisków obrony przeciwlotniczej zdolnych strącać rakiety hipersoniczne i pociski balistyczne. Trwająca od przełomu lutego i marca wojna w Zatoce Perskiej sprawiła, że pociski do Patriotów są towarem deficytowym.
Rosjanie to wiedzą. I – jak mówi jeden z ukraińskich wojskowych – od dwóch miesięcy ostrzeliwują Kijów i obwód kijowski w rytmie: co 3-5 dni trochę „balistyki”, co 8-10 dni zmasowany atak rakietami. Na tym tle wyjątkowo słabo brzmią echa polskiej kłótni o kilka pocisków przeciwlotniczych wysłanych Ukrainie w ramach natowskiego porozumienia.
A skoro o uzbrojeniu mowa, to warto odnotować złożone w poniedziałek rekordowe zamówienie za 8 mld zł na przenośne zestawy przeciwlotnicze Piorun z zakładów Mesko. Broń trafi nie tylko do Wojska Polskiego, ale także do armii sojuszniczych z Litwy, Łotwy i Norwegii w ramach wspólnego zamówienia finansowanego z instrumentu SAFE. Tego samego, którego podstawę ustawową wetował prezydent Karol Nawrocki.