|
Dziecko często ma otwarte usta. To informacja, która zwraca uwagę. Ale sama w sobie jeszcze niewiele mówi o tym, co właściwie powinniśmy zrobić dalej. Wyobraź sobie trzy sytuacje. Pierwsze dziecko ma często zatkany nos, chrapie, śpi z otwartymi ustami i trudno mu swobodnie oddychać nosem. Tutaj pierwszym pytaniem nie będzie: jakie ćwiczenie oddechowe zastosować? Najpierw trzeba przyjrzeć się temu, czy dziecko w ogóle ma warunki do swobodnego oddychania przez nos. Drugie dziecko w spoczynku oddycha nosem bez większego problemu. Ale kiedy zaczyna biegać, wykonywać bardziej wymagające zadanie albo dłużej mówić - szybko otwiera usta, przyspiesza oddech, zaczyna mocniej angażować górną część klatki piersiowej. Tutaj obraz jest już zupełnie inny. I jeszcze trzecie dziecko. Nos jest drożny, ale widzimy otwarte usta w spoczynku, inną pozycję języka, trudność z domknięciem warg albo inne problemy dotyczące funkcji oralnych. Na zewnątrz możemy zobaczyć ten sam objaw. Ale za każdym razem droga do dalszej oceny i postępowania będzie trochę inna. I właśnie dlatego mam coraz większy dystans do myślenia o terapii w schemacie: objaw → ćwiczenie. Dużo bardziej interesuje mnie: co widzę → co może na to wpływać → co jeszcze powinnam sprawdzić → jaki kierunek pracy ma w tej sytuacji sens. Ćwiczenie pojawia się dopiero na końcu tego procesu. To jest też sposób myślenia, którego uczymy na szkoleniu „Oddech i ruch w terapii dzieci”. |