Oddychanie przez usta nie zawsze prowadzi nas w to samo miejsce.  ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏ ͏­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­

Dziecko często ma otwarte usta.

To informacja, która zwraca uwagę. Ale sama w sobie jeszcze niewiele mówi o tym, co właściwie powinniśmy zrobić dalej.

Wyobraź sobie trzy sytuacje.

Pierwsze dziecko ma często zatkany nos, chrapie, śpi z otwartymi ustami i trudno mu swobodnie oddychać nosem.

Tutaj pierwszym pytaniem nie będzie: jakie ćwiczenie oddechowe zastosować?

Najpierw trzeba przyjrzeć się temu, czy dziecko w ogóle ma warunki do swobodnego oddychania przez nos.

Drugie dziecko w spoczynku oddycha nosem bez większego problemu.

Ale kiedy zaczyna biegać, wykonywać bardziej wymagające zadanie albo dłużej mówić - szybko otwiera usta, przyspiesza oddech, zaczyna mocniej angażować górną część klatki piersiowej.

Tutaj obraz jest już zupełnie inny.

I jeszcze trzecie dziecko.

Nos jest drożny, ale widzimy otwarte usta w spoczynku, inną pozycję języka, trudność z domknięciem warg albo inne problemy dotyczące funkcji oralnych.

Na zewnątrz możemy zobaczyć ten sam objaw.

Ale za każdym razem droga do dalszej oceny i postępowania będzie trochę inna.

I właśnie dlatego mam coraz większy dystans do myślenia o terapii w schemacie:

objaw → ćwiczenie.

Dużo bardziej interesuje mnie:

co widzę → co może na to wpływać → co jeszcze powinnam sprawdzić → jaki kierunek pracy ma w tej sytuacji sens.

Ćwiczenie pojawia się dopiero na końcu tego procesu.

To jest też sposób myślenia, którego uczymy na szkoleniu „Oddech i ruch w terapii dzieci”.