Przyczółki i bastiony
Oto padł kolejny bastion Prawa i Sprawiedliwości. A właściwie nie Prawa i Sprawiedliwości, a Suwerennej Polski, która choć nie istnieje od października 2024 r. wciąż straszy na korytarzach sejmowych w osobach swoich byłych członków. I tu wchodzimy w sprzeczność natury ontologicznej: jak może coś, co nie istnieje posiadać swoje przyczółki i bastiony? Otóż w polskiej polityce może.
Takim bastionem jest, a właściwie była do niedawna Akademia Wymiaru Sprawiedliwości, uczelnia kształcąca wbrew swojej nazwie nie sędziów czy prokuratorów, a funkcjonariuszy służby więziennej. W dawnych dobrych czasach Zbigniew Ziobro postawił na jej czele niejakiego dr. Michała Sopińskiego. Ów – wtedy – dwudziestokilkulatek natychmiast ściągnął do tego swojego bastionu rówieśników z Suwerennej Polski i bezpiecznie się w nim okopał. Niektórzy ze starych pedagogów sarkali, że dr Sopiński młody i niedoświadczony i może najpierw sam się powinien pouczyć, zanim włoży gronostaje i stanie na czele armii młodych klawiszy. Ale cóż to za bzdura. Młodość nie zawsze bywa mankamentem, co pięknie udowodnili na kartach historii Aleksander Macedoński czy Napoleon Bonaparte. Czemu Sopiński miałby być gorszy? Przed nim całe życie.
A jednak minister Żurek postanowił brutalnie przerwać tę piękną karierę. Odwołał Sopińskiego, choć temu udało się ukryć w przepastnych korytarzach Hotelu Gołębiewski w Karpaczu. Nie dorwali go tam wysłani z pismem strażnicy więzienni; pisma nie przyjął i uważa, że nadal jest rektorem, a akcja Żurka i Tuska to zwykłe nadużycie i granda. W Warszawie doszło nawet do oblężenia Akademii przez zaciąg pisowski pod wodzą samego Jarosława Kaczyńskiego, ale siepacze Żurka okazali się mocniejsi. Rektor Sopiński przeszedł do podziemia; Akademią rządzi prof. Cudak i rychło pewnie zacznie się pozbywać z szeregów „profesury” działaczy partii, która nie istnieje.
I co, spytasz, czytelniku? Świat od tego się nie zatrzymał, ONZ nie rozwiązało Nawrocki nie podał się do dymisji. Jednym słowem, polityka kręci się dalej, co jest dowodem, że można przekształcić bastiony w działające normalnie instytucje bez większego trudu i trzęsień ziemi. Co dalej? Za chwilę przyjdzie czas na kolejny bastion broniony heroicznie przez prokuratora Święczkowskiego. To już chyba na dniach. Na pewno wszystko w szczegółach opiszemy. Czytajcie „Rzeczpospolitą”, czytajcie rp.pl. Bogusław Chrabota.