Rosja straszy nas wojną, Huti windują ceny paliw
Niedziela to wprawdzie dzień święty, ale nie dla Rosjan, którzy akurat tego dnia nad ranem przypuścili atak powietrzny na zachodnie kresy Ukrainy. Uderzyli dronami zaledwie 2 km od polskiej granicy w pociąg pasażerski relacji Kijów–Warszawa, a także w TIR-a ok. 1 km przed przejściem granicznym z Jagodzina do polskiego Dorohuska.
To nie przypadek, precyzyjne uderzenie tuż nad polską granicą to – jak pisze red. Michał Szułdrzyński – próba zastraszenia Polaków i skłonienia do wycofania wsparcia dla walczących o niepodległość Ukraińców.
Inny atak, przeprowadzony 5 tys. km od Polski, także będzie miał bardzo namacalne konsekwencje, głównie dla kierowców. Jemeńscy rebelianci Huti przypuścili atak dronami z Iraku na saudyjski ropociąg Wschód–Zachód, pozwalający – wobec trwającej blokady cieśniny Ormuz – eksportować ropę poprzez Morze Czerwone.
Arabia Saudyjska to jeden z kluczowych dostawców tego surowca do Polski i współwłaściciel rafinerii w Gdańsku, ale Orlen od razu oświadczył, że ropy mu nie zabraknie, bo źródła surowca zdywersyfikował.
Nie zmienia to faktu, że polscy kierowcy pośrednio doświadczają skutków wojny na Bliskim Wschodzie w efekcie skoku notowań ropy do 100 dol. za baryłkę i wywołanego przez to wzrostu cen na polskich stacjach. W poniedziałek ruszą giełdy i przekonamy się w jakim kierunku podążą notowania surowca. Ja w każdym razie z niepokojem patrzę, jak cena ON w Polsce zbliża się do 9 zł, a benzyny Pb95 – do 8 zł za litr.