|
Cześć, oddech jak grzybki? Nie, nie te jesienne, aromatyczne, przyniesione w koszyku z lasu. Chodzi o psychodeliki. Chociaż podejrzewam, że dla niektórych talerz dobrze przyrządzonych borowików też może być źródłem niemałej błogości. Porównanie intensywnego breathworku z doświadczeniem psychodelicznym pojawia się jednak nie tylko w opowieściach o warsztatach. Trafiło również do badań naukowych. I warto się mu przyjrzeć, bo pod hasłem „działa podobnie” może kryć się kilka zupełnie różnych rzeczy. Skąd w ogóle taki pomysł?W środowisku oddechu holotropowego i innych intensywnych praktyk od lat pojawiają się relacje o silnych emocjach, poczuciu jedności czy zmianie odczuwania własnego ciała. Część tych opisów przypomina doświadczenia po psychodelikach. Wraz z zainteresowaniem terapiami wspomaganymi tymi substancjami pojawiło się więc pytanie: czy podobne przeżycia można badać bez podawania substancji - i czy mogłyby mieć znaczenie terapeutyczne? Mówimy tutaj o intensywnych sesjach, a nie o kilku spokojnych oddechach przed snem. Co sprawdzono w nowym badaniu?17 września opublikowano pracę (Lueken i wsp., 2026 ) opisującą doświadczenia 48 specjalistów zdrowia psychicznego po warsztatach intensywnego breathworku. Oceniali swoje przeżycia oraz potencjał i ryzyko tej praktyki. W ich odpowiedziach wyróżniały się błogość, poczucie jedności i doświadczenia duchowe. Wyniki zestawiono z wcześniejszymi badaniami psychodelików, dostrzegając podobieństwa w części przeżyć. Nie porównywano jednak obu metod bezpośrednio. Co ważne, nie sprawdzano skuteczności leczenia, nie było randomizacji ani grupy kontrolnej. Nie oddzielono też wpływu oddechu od muzyki, przygotowania i grupy. Czyli mamy ciekawą obserwację i pomysł na dalsze badania. Nie mamy jeszcze podstaw, żeby na tej podstawie obiecywać komuś leczenie traumy. A jak oddech miałby zmieniać świadomość?Tutaj przydaje się fizjologia z innych badań. Gdy oddychamy intensywniej, niż wymaga tego metabolizm, możemy usuwać za dużo CO₂. Jego spadek zmienia kwasowość krwi, wpływa na przepływ krwi przez mózg i pobudliwość układu nerwowego. Mogą pojawić się mrowienie, zawroty głowy czy skurcze. Na całe doświadczenie nakładają się również oczekiwania, muzyka i sposób prowadzenia. W przypadku psylocybiny ważnym elementem działania jest natomiast wpływ jej aktywnego metabolitu na receptory serotoninowe 5-HT₂A. To inny punkt wyjścia. Podobieństwo odczuć nie potwierdza samo w sobie identycznego mechanizmu. Dlatego mrowienie nie jest dla mnie potwierdzeniem, że właśnie „uwalnia się trauma”. A jednocześnie nie odbieram komuś prawa do powiedzenia, że sesja była dla niego ważna. Możemy uznać znaczenie przeżycia bez dopisywania mu gotowego wyjaśnienia. Co z tego wynika, kiedy idziesz na sesję?W omawianym badaniu zadbano o kwalifikację zdrowotną, przygotowanie i zgodę na dotyk. Na maksymalnie 15 uczestników przypadało czterech doświadczonych prowadzących, a następnego dnia odbywało się spotkanie poświęcone omówieniu doświadczeń. Dla mnie te warunki są częścią praktyki, a nie dodatkiem do niej. |