Zróbmy dziś szybki rachunek. Bez marketingowego nadmuchania. Sama matematyka. Tylko nie o pieniądzach. O Twoim tygodniu. Weź kartkę i wypisz, co w tym tygodniu zrobiłeś ręcznie. Nie „co było trudne". Co było powtarzalne. Przeglądanie skrzynki, żeby ustalić, co pilne. Przepisywanie danych z jednego miejsca w drugie. Przygotowanie tego samego raportu co tydzień. Odpowiadanie na pytanie, które dostajesz od klientów po dwudziesty raz. Ustalanie, co komu obiecałeś. Sprawdzanie, kto nie zapłacił. Teraz dopisz przy każdej pozycji, ile to zajęło. U większości ludzi, którzy to robią uczciwie, wychodzi między jednym a dwoma dniami tygodnia. Nie dlatego, że są nieefektywni. Dlatego, że to jest po prostu praca, która musi się odbyć — i do tej pory nie było nikogo, komu dałoby się ją oddać. A teraz druga kolumna. Przy każdej z tych pozycji zadaj sobie jedno pytanie: czy to wymaga mojej decyzji, czy tylko mojego czasu? Decyzji wymaga wycena. Rozmowa z trudnym klientem. To, czy wchodzimy w ten projekt. Czasu — i tylko czasu — wymaga wszystko, co jest na Twojej kartce. To jest cała linia podziału. Po jednej stronie zostajesz Ty. Po drugiej stoi coś, co już masz, już za to płacisz i nie umiesz tego jeszcze użyć. Teraz najważniejsza część tego maila. Wiele osób patrzy na cenę i myśli „muszę to przemyśleć". Rozumiem, sam tak robię z większością zakupów. Ale zauważ, że pytanie, które sobie wtedy zadajesz, jest źle postawione. Nie brzmi ono „czy mnie stać". Brzmi: ile jest wart jeden dzień tygodnia, który wraca do mnie? Policzmy ostrożnie. Program obiecuje tydzień pracy w dzień, ale nie zakładajmy, że dojdziesz do końca paska. Załóżmy, że odzyskasz jeden dzień w tygodniu. Jeden, nie cztery. To 52 dni w roku. 2 347 zł podzielone na 52 dni to 45 zł za każdy odzyskany dzień. Nie za godzinę. Za dzień. I to jest wersja pesymistyczna, w której zatrzymujesz się na pierwszym poziomie i nigdy nie wchodzisz wyżej. Co zrobisz z tym dniem, to już Twoja sprawa. Prześpisz go, pójdziesz z dziećmi na basen albo weźmiesz dwóch klientów więcej. Nie będę Ci mówił, co jest słuszne. Dlatego program nazywa się tak, jak się nazywa: reszta tygodnia jest Twoja. A przez pierwsze 14 dni ryzyko jest po mojej stronie. Wchodzisz, sprawdzasz, czy to jest to. Jeśli nie — piszesz i oddaję pieniądze. Bez tłumaczenia się. W środku: cztery kwartały ułożone jak pasek ładowania. „Dawka" raz w miesiącu, Telegram, biblioteka automatyzacji z GitLabem, bot do kursów, What's new co tydzień, całe archiwum, certyfikat. 12 miesięcy dostępu.
|