W polityce jak w reprezentacji Polski: czas na młodych
Polska ograła Rumunię w Warszawie 6:0. Fani triumfują i ekscytują się tym pokazowym zwycięstwem. Nie wiem, czy należy się aż tak cieszyć. Jest jeszcze kilka drużyn narodowych, z którymi potrafimy sobie poradzić, z Watykanem na czele. To też byłyby chwile triumfu, ale niewiele wnoszące do historii polskiego futbolu. Bo fakty są poza wszelką dyskusją; przeżywamy kryzys, a trener Jan Urban jest w fazie nieporadnych eksperymentów z nowym zespołem. Sytuację komplikuje jeszcze konieczność przeprowadzenia zmiany pokoleniowej. Robert Lewandowski, choć czasem potrafi jeszcze błysnąć, jest już niemal emerytem i trzeba wymyślić, kto go zastąpi.
To trochę jak w polityce; stary lider traci energię i coraz częściej się myli. I choćby trzymał się władzy zębami, wszyscy wokół rozumieją, że jest czas na młodych. Widzimy to dziś szczególnie wyraźnie na prawicy. Jarosław Kaczyński regularnie wypada z gry. Swego geniuszu pewnie nie stracił, ale popełnia błędy. Ostatnia omyłka jest niezwykle gorzka. Lider PiS był przekonany, że prezydent zawetuje ustawę o nadzwyczajnych zyskach koncernów paliwowych i nie wesprze rządu. Powtarzał wielokrotnie, że ustawa jest niekonstytucyjna i nie może wejść w życie. A tu nagle taki cios. Prezydent – choć z niechęcią – podpisuje. Kaczyński i reszta PiS w szoku. Nie oni jedni.
Co się stało? Karol Nawrocki spojrzał po prostu do przodu. A kalkuluje inaczej niż patron jego prezydentury. Uznał, że ten podpis w pojedynku z rządem ma sens i przyniesie mu punkty. Ale zarazem – to trzeba podkreślić – to sukces Donalda Tuska, który wymusił na Nawrockim swój scenariusz. Jeden zero w tej grze dla premiera. Ale – używając tej sportowej metafory – ten mecz się nie kończy. Dopiero się zaczął. Trwa pierwsza połowa. Dlatego tak fascynujące jest co wydarzy się dalej. Czytajcie Rzeczpospolitą, czytajcie rp.pl.