Ukraina próbuje fałszować historię Wołynia
Gdy zadzwoniłem z tą propozycją do dyrektora Wojciecha Konończuka, bałem się, że odmówi. Przygotowałem się więc na różne rodzaje odmowy, poszukałem przekonujących argumentów i byłem zdecydowany przekonywać pana dyrektora do skutku.
Ale od początku. Zaczęło się od kilku dziwnie zbieżnych w czasie propozycji od ukraińskich historyków, którzy nagle zechcieli przedstawiać na łamach „Rzeczpospolitej” ukraińską perspektywę historyczną. Najmocniejszy tekst podesłał prof. Taras Kuzio, piszący wprost, że Ukraina nie zamierza dłużej się zgadzać na polski szantaż w sprawie Wołynia. Jako szef działu opinii musiałem podjąć decyzję – publikować czy nie.
Uznałem, że ma to sens tylko wtedy, gdy taka opinia od razu zestawiona zostanie z odpowiedzią – i to państwowej instytucji – prezentującą polską perspektywę i przede wszystkim fakty. Bo nie ukrywam, że tym, co najbardziej mi przeszkadza w tekście prof. Kuzia, jest nie tyle jego bardzo jednostronny przekaz, ile właśnie historyczna manipulacja.
Kto byłby najlepszy, by na to odpowiedzieć? Oczywiście dyrektor najważniejszego państwowego think tanku w tych kwestiach – Ośrodka Studiów Wschodnich. Dyrektora Konończuka nie musiałem przekonywać tak długo i usilnie, jak się obawiałem. I bardzo się cieszę, że mogę dziś zaprosić Państwa do zapoznania się z tymi dwiema opiniami, którymi zaczynamy na naszych łamach bardzo potrzebną dyskusję o polityce pamięci, mocno rzutującej dziś na polsko-ukraińskie stosunki. Tym bardziej że tekst Wojciecha Konończuka to jeden z najlepszych artykułów, jakie na ten temat kiedykolwiek pojawiły się w europejskiej debacie publicznej. Naprawdę warto przeczytać!