Poniedziałek, 12 października 2026

Emilia Dłużewska
dziennikarka działu Kultura

W pierwszej chwili tytuł jest konfundujący. Obrazy, które widzimy, nie są drastyczne, krwawe, obrazoburcze. To tylko śpiące dzieci.  

Jasne, oglądanie wideo na kilku lightboxach budzi pewien dyskomfort: zbliżenie na twarze dzieci sugeruje intymność, ich zamknięte oczy potęgują wrażenie, że je podglądamy. Nagrania nie były robione z ukrycia, ale etycznie poruszamy się w szarej strefie. 

Yarema Malashchuk i Roman Khimei zdają sobie z tego sprawę. Ich instalacja "You shouldn’t have to see this" gra z dyskomfortem widza. Rośnie on jeszcze, gdy dowiadujemy się, że oglądamy ukraińskie dzieci porwane i wywiezione do Rosji. Te na nagraniach wróciły do domu. Wielu innym do dziś się to nie udało.
Malashchuk i Khimei pokazują nam sceny przesycone spokojem. To spokój pozorny. Dzieci, na które patrzymy, wiedzą już, jak złudne jest poczucie bezpieczeństwa. Czy tak można pokazywać ofiary wojny? Czy w ogóle można robić z nich sztukę? Czy nie powinniśmy dać im prawa do prywatności? Ale czy kwestia ochrony wizerunku odzyskanych ukraińskich dzieci nie zajmuje nas bardziej niż los tych porwanych? 

"You Shouldn’t Have to See This" od środy będzie można zobaczyć w galerii Opery Narodowej, towarzyszy prapremierze opery "Matki Chersonia" w warszawskim Teatrze Wielkim. W materiałach opery tytuł pracy Malashchuka i Khimeiego przetłumaczony jest jako "Nigdy nie powinniście tego zobaczyć", ale można też "Nie powinniście musieć na to patrzyć". 
 
To hasło dwuznaczne. Może być skierowane do dzieci, jak wyrzut sumienia dorosłego, który nie potrafił uchronić ich przez imperialistyczną przemocą. Ale można czytać je też jako komunikat dla widza: dyskomfort, jaki czujesz, jest słuszny. Owszem, to nie w porządku, że musimy podsuwać światu takie obrazy, grać wizerunkami ofiar, wymuszać wzruszenie cierpieniem dziecka. 

Ale czy bez tego wzruszenia Ukraina może liczyć na nasze wsparcie?

NIE PRZEGAP

DO POCZYTANIA

POLECAMY