Dzień dobry,
późnym wieczorem polskiego czasu oczy całego świata zwróciły się w stronę Ogrodu Różanego Białego Domu, gdzie Donald Trump ogłosił "Dzień wyzwolenia Ameryki", czyli na jakie produkty i usługi nałoży cła wzajemne. - Wzajemne, to znaczy, że zrobimy im to, co oni nam robią. To bardzo proste - stwierdził prezydent USA. Zasada "oko za oko" nie jest tu jednak stricte biblijna - amerykańskie cła zostały obliczone jako połowa tych, jakie zostały nałożone na Amerykę przez poszczególne kraje. - Bo jesteśmy "mili" - wyjaśnił amerykański prezydent. Po czym poszedł odbierać telefony od przywódców państw, którzy - jak się spodziewał - będą go teraz błagać o wyjątki od ogłoszonych zasad. I miał już dla nich gotową odpowiedź: - Zlikwidujcie swoje cła, znieście bariery.
Co ciekawe - wśród "przestępców", którzy zdaniem Trumpa, grabili USA do tej pory, i na których nałożył najwyższe cła, nie ma Rosji, ani żadnego z jej ważnych sojuszników: Białorusi, Kuby i Korei Północnej.
Analitycy na gorąco ocenili, że ogłoszone przez prezydenta USA, wyższe niż się spodziewano, stawki ceł nie będą dla Ameryki "początkiem złotego wieku" - jak chce Trump, lecz zapowiedzią spowolnienia gospodarki. Andrzej Kublik w "Gazecie Wyborczej" nazwał cła "demolowaniem globalnego handlu".
Czy to początek wojny handlowej między Stanami a Unią Europejską? Jakie będą skutki amerykańskich ceł dla polskiej gospodarki? To najgorętsze komentarze poranka. O cłach dyskutuje dzisiaj cały świat.
.