Newsletter Być Rodzicem

Wtorek, 13 stycznia 2026

Karolina Jaroszewicz
Redaktorka


Podczas przerwy świątecznej czytałam synowi lekturę szkolną – sam nie dawał rady i zaraz wyjaśnię dlaczego. Najpierw prośba:

Pani Ministro, niech pani odpuści moim dzieciom Grenlandię.

Zakusy Donalda Trumpa na największą wyspę świata to nie jedyny problem, jaki z nią mam. – Tam się cały czas zabija zwierzęta – skarży się Franek, mój trzecioklasista. – To najgorsza lektura, jaką przerabiałam, wtóruje mu Zosia, o rok starsza siostra.  

Mowa o książce „Anaruk. Chłopiec z Grenlandii” Czesława Centkiewicza, lekturze proponowanej przez MEN w klasach 1-3 w ramach podstawy programowej. Nie obowiązkowej, ale często wybieranej przez nauczycieli spośród propozycji rekomendowanych przez ministerstwo, być może z powodu jej dużej dostępności w szkolnych bibliotekach.

Dlatego Zosia i Franek w tej samej warszawskiej podstawówce o polowaniu na foki i „Eskimosach” – bo takiego słowa się tam używa – czytać muszą (syn wypożyczył wersję z 1947 r.). Mimo okrutnych opisów, np. ściągania skór z zabitych zwierząt, ćwiartowaniu ich na mięso czy strzelania do morsów.

Powód, dla którego „Anaruk” znalazł się na liście lektur? Podobno książka pokazuje życie dzieciaków w innych częściach świata. Problem w tym, że pokazuje zupełnie nieprawdziwie. Raz, że została po raz pierwszy wydana w 1937 r. i już wtedy opisywała zamierzchłą Grenlandię, w której ludzie mieszkają w igloo, polują za pomocą dzid i chodzą ubrani w skóry zwierząt. O zmianach klimatycznych, czy topnieniu lodowców, które tam widoczne jest najbardziej na świecie, nie ma ani słowa.

Dwa, że nawet jeśli byśmy uznali, że książka ma wartość historyczną i pokazuje, jak żyły dzieci dawniej, bo „Anaruk” wygląda trochę jak reportaż, to też jest to przekłamanie – po latach okazało się, że Czesław Centkiewicz na Grenlandii nie był i całość zwyczajnie zmyślił.  

Mamy więc urojony obraz Trumpa, Grenlandii jako amerykańskiego dominium i urojony obraz Centkiewicza, który polska szkoła wtłacza do głów naszym dzieciom.

Pani Ministro, nasze dzieci zasługują na coś bardziej prawdziwego, pokazującego inne kultury bez półprawd, stereotypów i wyższości.
 
 
 
 
 
 

WYCHOWANIE

Matka nie musi być koleżanką, żeby być ważna. Wystarczy, że jest dorosła, dostępna i odpowiedzialna
Zazdrość pojawia się zwykle tam, gdzie relacja matka - córka była bardzo bliska, czasem nadmiernie. Chłopak czy partner córki oznacza zmianę układu. Z Dorotą Zawadzką, psycholożką i pedagożką, rozmawia Magdalena Wojciechowska
CZYTAJ WIĘCEJ

OCENY

SERIAL

REKOMENDACJE DLA CIEBIE