Na nowatorski w Polsce pilotażowy program zdecydowały się władze Krakowa. Będą karmić tamtejsze gołębie kukurydzą ze środkiem antykoncepcyjnym, żeby stopniowo zmniejszyć ich populację. A gdyby tak podawać go szczurom? Albo dzikom?
To już się powoli dzieje. Krakowskie gołębie wpisały się na stałe w pejzaż miasta, ale ich liczba rośnie na tyle, że bywają uciążliwe. Ze szkodą dla nich samych, bo duże zagęszczenie gatunku to kłopot dla samych gołębi. Niedożywienie i choroby pojawiają się częściej, gdy zwierząt jest za dużo.
Przemysław Baran, lekarz weterynarii z krakowskiej kliniki i członek Fundacji Dzikusy Salamandry mówi w materiale krakowskiego ratusza, że codziennie do jego kliniki trafia 20-30 gołębi potrzebujących pomocy. Sporo z nich jest w słabej kondycji lub właśnie niedożywionych.
Dlatego Fundacja wspólnie z krakowskim radnymi i urzędnikami zdecydowała się na pilotażowy program kontroli rozrodczości. Wybrane zostanie kilka miejsc, w których ptakom wykładana będzie kukurydza ze środkiem antykoncepcyjnym.
Walka z gołębiami bez zabijania
W Europie czy w USA takie metody testowane są już od lat. New York Times podawał kilka lat temu, że gołąb przez rok wydala do 11 kg odchodów, a gatunek powoduje 1,1 mld dolarów szkód rocznie w całych USA. W dodatku ich odchody mogą rozprzestrzeniać około 60 chorób, choć przypadki takie jak grzybiczna kryptokokoza są niezwykle rzadkie.
Z drugiej strony mieszkańcy byli tam już na tyle świadomi i wrażliwi, że nie zgadzali się na zabijanie gołębi, choćby przez podawanie im trutki. Nietrudno sobie też wyobrazić, jakie oburzenie, a może i panikę, wzbudziłyby setki umierających gołębi na Rynku w Krakowie.
Ale powody są też nie tylko etyczne. Trucie zwierząt to wprowadzanie do środowiska szkodliwych toksyn, które nie zawsze spełnią tylko swój cel. Podtrute zwierzę – gołąb, ale też na przykład szczur - łatwiej pada ofiarą drapieżnika, który zjadając zdobycz, sam przyjmuje truciznę do organizmu. I może to spotkać nie tylko domowego kota czy psa, ale też choćby drapieżnego ptaka pod ochroną.
Stąd duże nadzieje wiąże się z antykoncepcją, która zmniejsza populacje, ale nie w drastyczny sposób i bez skutków ubocznych dla środowiska.
Najbardziej popularnym środkiem stosowanym w tym celu jest nikarbazyna. Gołębie pod jego wpływem nadal zakładają gniazda i składają jaja, tyle że nie wykluwają się z nich pisklęta. Metoda jest też odwracalna - płodność wraca po zaprzestaniu podawania środka.
Sabina Janeczko, rzeczniczka ds. Zwierząt w Krakowie zapewnia, że środek jest bezpieczny dla ludzi i innych zwierząt. Oraz że gołębie nie znikną nagle, a według założenia będzie stopniowo zmniejszała się ich populacja.
We Włoszech naukowcy podawali nikarbazynę w 552 koloniach ptaków - twierdzą, że policzyli nawet dokładnie, że żyło w nich 85 562 gołębi.
Eksperyment trwał w latach 1990–2007 i jak podają autorzy badania, zmniejszał liczebność kolonii o 40–70 proc. A w skrajnych przypadkach nawet o 85 proc. Czy taki będzie efekt w Krakowie, dopiero się przekonamy za kilka lat.
Teraz czas na dziki
Katarzyny Wypychewicz z Fundacja Mushika, przy tej okazji zwraca uwagę, że metodę można by stosować także u miejskich szczurów. - W zarządzaniu relacją człowiek–środowisko najważniejsze jest odejście od reaktywności na rzecz prewencji. Antykoncepcja, jeśli jest bezpieczna i kontrolowana, wpisuje się w logikę ograniczania problemu u źródła, a nie jego skutków - zauważa.
A może także u dzików, które stają się coraz bardziej uciążliwe w miastach. Z antykoncepcją u tego gatunku eksperymentowano już w Katalonii, gdzie w roku udało się zmniejszyć populację o 400 osobników.
W Polsce mamy mieć własną metodę. Pracuje nad nią zespół dr Patrycji Kurowskiej z Wydziału Biologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. W zeszłym roku dostali 1,8 mln zł dofinansowania z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR). Badania mają potrwać trzy lata.