Sikający w ogrodach turyści - problem czy jednak korzyść?
Jak, nie rezygnując z korzyści, którą daje turystyka, bronić się przed turystami? To dylemat z cyklu, jak zjeść ciastko i mieć ciastko. Radni japońskiego miasta postanowili właśnie nie bawić się w niuanse - odwołali festiwal kwitnących wiśni, bo ich zdaniem więcej z tego kłopotu niż to warto.
A władze Capri uchwaliły ograniczenia w ruchu turystów na tej wyspie.
W zeszłym roku w podróż za granicę swojego kraju udało się 1,5 biliona ludzi na świecie. Nie jest możliwe, żeby wszyscy, którzy tego chcą, weszli na Wieżę Eiffle'a, odwiedzili National Gallery w Londynie czy choćby weszli przespacerowali się po Rynku Głównym w Krakowie.
Nie ma tygodnia, żebyśmy nie słyszeli o kolejnym mieście, regionie lub wyspie, które wprowadzają ograniczenia lub opłaty, które mają powstrzymać falę gości. Doszło do tego, że Rzym żąda 2 euro opłaty za oglądanie Fontanny di Trevi i od razu rozległy się protesty i pytania, czy skarby kultury, świadectwa najlepszych dokonań ludzkości w sztuce można wycenić i obłożyć opłatą? "Proszę państwa przechodzimy obok pałacu w Wersalu - należy się pięć euro, mijamy Parlament w Londynie - trzy euro, podziwiamy fasadę katedry w Barcelonie - dziesięć euro...". Czy tak będzie wkrótce wyglądał świat?