Jest niewielka, obrębiona koronką i trochę już poszarzała - nic dziwnego, ma ponad sto lat. Na symetrycznych panelach wyhaftowane są geometryczne wzory, do tego dwie kobiece postacie i proste sylwetki ptaków.
W środku, w wianuszku kwiatów, inicjały: J. i P. oraz data "1910 rok". A wokół, na czterech rogach napis: "Ocy zapomnom, serce zapomnie, ata chustecka wszystko przypomnie".
Chusteczkę odkryłam podczas ostatniej wizycie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej na wystawie
“Kwestia kobieca 1550-2025", w części "Edukacja i kanon", przy której z kuratorką Alison Gingeras współpracowała antropolożka sztuki, prof. Ewa Klekot.
Niewielki przedmiot, wyhaftowany przez anonimową wiejską dziewczynę, w porównaniu z obrazami mistrzyń jest niepozorny, ale to on poruszył mnie najbardziej.
Pochodzi z Opoczyńskiego. Na początku XX wieku rozpowszechniła się tam moda na takie właśnie "zalotne" chusteczki. Dziewczyny wręczały je wybranym chłopakom jako potwierdzenie żywionych do nich uczuć. Jeśli w przedszkolu śpiewali państwo "Mam chusteczkę haftowaną, co ma cztery rogi" - właśnie o taką chusteczkę chodziło.
Patrząc na wierszowane motto, wyhaftowane trochę chwiejnymi literami i gwarową polszczyzną, można myśleć o kawalerze, który chusteczką został obdarowany. Zastanawiać się, jak skończyła się ta miłosna historia. Ale można widzieć w niej coś więcej: symbol nadchodzącej emancypacji.
Moda na "zalotne" chusteczki pojawiła się w regionie wraz z pokoleniem wiejskich dziewcząt, które jako pierwsze nauczyły się pisać. Z jak ogromnym wysiłkiem i ogromną determinacją się to wiązało, można przeczytać choćby w
"Chłopkach" Joanny Kuciel-Frydryszak.