Z Rosją na ostro
Po głośnej deklaracji ministra spraw wewnętrznych Estonii, która zdenerwowała Kreml, że jeśli Rosja dokona ataku rakietowego na kraje bałtyckie, przeniesie wojnę na jej terytorium, pojawiają się kolejne mocne głosy. Szwedzki minister obrony Szwecji Pål Jonson w rozmowie z „Rzeczpospolitą” zapowiada, że „jeśli Putin ruszy na Narwę, pójdziemy na wojnę. Będziemy bronili każdej piędzi alianckiego terytorium”.
Za jastrzębia w relacjach z Rosją uchodzi były premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson. Wezwał właśnie Londyn i europejskich sojuszników do natychmiastowego wysłania do Ukrainy wojsk w roli niebojowej. Jego zdaniem byłby to wyraźny sygnał dla Kremla, że Zachód realnie wspiera niepodległość i suwerenność Ukrainy.
Tak potrzebne werbalne wsparcie nie zmieni jednak losów wojny. Pytanie, czy zmienią je Ukraińcy, przeprowadzając ataki na rosyjską infrastrukturę energetyczną. Zaatakowali skutecznie stację początkową rurociągu naftowego „Przyjaźń” w Tatarstanie, sparaliżowali też system energetyczny w Biełgorodzie. To rodzaj zemsty za rosyjskie ataki powietrzne na Ukrainę. Liczący 300 tys. mieszkańców Biełgorod marznie tak, jak ukraińskie miasta - Kijów czy Charków.