Do Sejmu trafił projekt prezydenckiej ustawy o nowym, lepszym, i oczywiście narodowym SAFE 0 proc. Projekt napisany tak bardzo na kolanie, że niektóre akapity dotyczące jednej instytucji przekopiowano do przepisów dotyczących drugiej bez zmiany nazwy, bo i tak przecież brzmią tak samo. Ale co najważniejsze w projekcie nie ma mowy o tym, skąd NBP weźmie 185 miliardów. Po prostu "będzie zysk i ten zysk trafi do Funduszu". Koniec kropka.
Przez ostatnie 3 lata Narodowy Bank Polski co prawda nie miał zysku, a skumulowana strata to jakieś 100 miliardów, ale teraz się to zmieni. Jakoś. Magicznie. Poważnie to będzie taka magia dla księgowych. Adam Glapiński szczegóły dopiero pokaże, ale i tak niewiele więcej uda mu się wykombinować niż sprzedać złoto, zaksięgować zysk, a potem złoto odkupić.
W ustawie napisano też, że jakby przypadkiem nie było zysku, to Bank Gospodarstwa Krajowego pożyczy pieniądze, albo wypuści obligacje, albo coś się wymyśli. Warto może jeszcze przypomnieć, że zgodnie z prawem jeśli NBP ma zysk, to go wpłaca do budżetu (95 proc.) a rząd decyduje, czy to pójdzie na obronność, na edukację czy na drogi. Nie jest do tego potrzebna żadna nowa ustawa. Ani rządowa ani prezydencka. Tylko NBP musi mieć jakiś zysk.
Ale to wszystko nie ma znaczenia, bo wciąż nie o to chodzi, żeby się ten pomysł spinał ekonomicznie. Chodzi o to, żeby można było z czystym sumieniem zawetować ustawę pozwalającą rozdysponować środki z SAFE. Narracja została zbudowana i podbita. Teraz łatwiej będzie powiedzieć wyborcom, że prezydent nie podpisze ustawy. Pożyczka i tak będzie, ale dzięki prezydentowi nie będzie pieniędzy na sprzęt dla Policji i Straży Granicznej.
Przemysław Czarnek — dokładnie tak jak zapowiadaliśmy — ruszył w trasę. I zapewne będzie tak jeździł przez następne półtora roku. Trafi wszędzie. Ale na razie trzeba przyznać, że ma energię i chociaż wciąż powtarza to samo to i tak z werwą jakby mówił to pierwszy raz i sam odkrywał nowe pokłady potencjału kampanijnego. Podsumował to Sławomir Mentzen pisząc o piątce Czarnka “Kaucje - Sraucje, Wiatraki - Sraki, Eko - Sreko, Elektryki - Sryki, Panele - Srele”. Tak w tej chwili wygląda debata publiczna i trzeba się do tego powoli zacząć przyzwyczajać.
Mateusz Morawiecki wytrzymał jakieś 48 godzin ze świadomością, że to Czarnek ma być premierem i na pytanie, czy chciałby być u niego ministrem odpowiedział "niekoniecznie". Co oczywiście obudziło dyskusje w partii i znowu wszyscy się zastanawiają nawet już nie "wyjdzie czy nie wyjdzie" tylko "kiedy w końcu wyjdzie". Też czekamy i polecamy "Stan Wyjątkowy"!
Serdecznie zapraszam do lektury
Dominika Długosz