Karol Nawrocki wpisał się do podręczników historii jako człowiek Jarosława Kaczyńskiego
Mimo, że od prezydenckiej decyzji o zawetowaniu unijnego SAFE minęły dwa dni, dym jakoś opaść nie chce. I szybko nie opadnie, bo to jedno z licznych wet Karola Nawrockiego ma absolutnie podstawowe znaczenie dla polskiej polityki. Karol Nawrocki wpisał się ostatecznie w polską polaryzację; nadzieja na to, że pokaże się jako prezydent wszystkich Polaków ostatecznie zgasła.
Nie wiem, czy głowa państwa ma tego pełną świadomość, ale tą decyzją wpisał się do podręczników historii jako człowiek Kaczyńskiego. Niewiele lepszy od bezwolnego i bezkrytycznego Andrzeja Dudy. A może nawet gorszy, bo dysponujący doskonalszym aparatem krytycznym. Czy ktoś miał nadzieję, że stanie się inaczej? Byli tacy, bo przecież ktoś, nawet w tak zwariowanych czasach jak współczesne, musi wierzyć w wartości demokratyczne.
Polityka pokazuje jednak co innego; wartości się nie liczą. Liczy się słowo. Im prostsze, bardziej prymitywne, tym trafniejsze. Jarosław Kaczyński nazwał SAFE „przekrętem”, doktor habilitowany Przemysław Czarnek „brukselko-niemiecką chwilówką”. Katalog bzdur, jawnych idiotyzmów, kłamstw i nonsensów, które padły przy okazji dyskusji o SAFE jest porażający. Niestety – to zarazem wykład o polskiej polityce. Dość kompromitujący. Piszemy o tym w „Rzeczpospolitej”, piszemy w rp.pl. Czytajcie.