Sabina Sadecka: Dokładnie 10 lat temu zachorowałam. Dosłownie z minuty na minutę straciłam możliwość płynnego chodzenia, gestykulowania, a nawet – momentami – mówienia. I to – jak się okazało – był dopiero wierzchołek góry lodowej moich objawów. Do dziś – z medycznego punktu widzenia – do końca nie wiadomo, co to dokładnie było, mimo diagnozowania przez tuziny najlepszych specjalistów z całej Polski. Gdy patrzyłam wtedy na siebie jak na terapeutkę – bo mimo że chorowałam, dość szybko wróciłam do pracy jak do kotwicy, która mnie utrzymywała na powierzchni – dotarło do mnie, że psychoterapia, którą uprawiam, nie jest wystarczająca wobec egzystencjalnych kataklizmów, jakie mogą stać się udziałem człowieka. Że to jest w pewnym sensie dostarczanie ludziom pewnego sposobu na ustrukturyzowanie 50 minut, ale to zupełnie nie dotyka najgłębszych i zarazem najbardziej rozpaczliwych pytań, jakie zadajemy sobie w sytuacjach skrajnych.
Katarzyna Kazimierowska: Co masz na myśli?
Na przykład, że nie można w takim momencie życia nic zaplanować, myśleć o przyszłości. Człowiek jest w lęku o swoje zdrowie i życie, ma wrażenie, że umiera. Myślę, że dopóki ktoś nie spotka się bezpośrednio z tym zagrożeniem, to w ogóle niewiele wie o życiu. Dlatego dla mnie to był moment szybkiego przekwalifikowania się w zawodowym podejściu do terapii – zaczęłam szukać terapeutycznych nurtów, modeli i technik będących w stanie dostarczyć odpowiedzi tym, którzy tak bardzo jak ja utknęli w problemach ze swoim zdrowiem, że ich ciała i psychika odmawiają posłuszeństwa, i nie wiadomo, co z tym zrobić. W ten sposób trafiłam na psychoterapeutów, nauczycieli terapii i superwizorów – a szukałam ich na całym świecie – którzy bazują na neurobiologii interpersonalnej.
To znaczy?
Neurobiologia interpersonalna to interdyscyplinarny obszar nauki łączący między innymi wiedzę o funkcjonowaniu układu nerwowego z teorią przywiązania, psychologią rozwojową oraz psychologią zdrowia. Jej celem jest przekucie odkryć naukowców w pragmatyczne wskazówki dla psychoterapii i psychologii, pozwalające nam żyć w sposób pełniejszy, bardziej elastyczny i spójny z naszymi celami egzystencjalnymi. Pamiętam, że gdy posłuchałam pierwszych wykładów z tej dziedziny, miałam poczucie, że wreszcie ktoś mówi o tym, co przeżywam zarówno ja, jak i moi klienci. Zaczęłam znajdować odpowiedzi na pytania o to, jak trudne doświadczenie wpływa na to, co dzieje się w ciele, w naszych relacjach, ale też w obszarze duchowym. Dotarło do mnie wtedy, że psychoterapia może naprawdę zmieniać życie na poziomach od bardzo powierzchownego – poznawczego, do najgłębszego – duchowego.
Uruchom subskrypcję, aby przeczytać cały artykuł z marcowego wydania „Pisma”.