W dobie nadprodukcji treści mamy do wyboru tysiące filmów wartych obejrzenia. Ja lubię sięgać po sprawdzone autorytety — opinie tych, których uważam za mistrzów w swoim fachu.
Jedną z takich postaci jest
Jim Jarmusch, jeden z najważniejszych amerykańskich reżyserów kina awangardowego. Twórca "Kawy i papierosów" gościł niedawno w popularnym cyklu The Criterion Collection — serii przygotowywanej przez firmę dystrybuującą klasykę filmową, w której wybitni twórcy i aktorzy zostają "zamknięci" w bibliotece pełnej filmów na DVD i wybierają swoje ukochane dzieła.
Wśród filmów wybranych przez Jarmuscha znalazł się mało znany klasyk z lat 60. — "Znałem ją dobrze" ("Io la conoscevo bene") w reżyserii Antonio Pietrangeliego. Zapiałem z zachwytu, gdy zobaczyłem, że ten tytuł jest
dostępny online na Netfliksie. A w kwietniu będzie szansa zobaczyć go także na dużym ekranie w ramach
Timeless Film Festival w Warszawie.To prosta historia: Adriana (wspaniała Stefania Sandrelli), czarująca, pogodna i atrakcyjna fryzjerka z prowincji, pragnie zostać gwiazdą kina. Wyjeżdża do Rzymu, gdzie szybko zaczyna obracać się w towarzystwie. Poznaje wpływowych mężczyzn, którzy oferują jej pomoc w osiągnięciu sukcesu. W rzeczywistości chcą ją jedynie wykorzystać. Młoda kobieta zderza się z brutalnymi realiami show-biznesu.
Adriana to postać niezwykle współczesna: kobieta samostanowiąca o sobie, pewna siebie, wyzwolona seksualnie. Paradoksalnie pielęgnowana przez nią niezależność staje się jej przekleństwem.
"Znałem ją dobrze" ukazuje moment transformacji gospodarczej, ale — co istotne — z kobiecej perspektywy. To feministyczne, niezwykle wrażliwe kino, pokazujące, z jakimi wyzwaniami mierzyły się kobiety w latach 60. Antonio Pietrangeli opakowuje tę opowieść w formę lekkiej satyry na włoskie społeczeństwo: współczujemy bohaterce, ale też śmiejemy się z tych, którzy wyrządzają jej krzywdę.
To kino w duchu nowofalowe: wywrotowe, nietrzymające się zasad, pełne niekonwencjonalnych zabiegów. Na pierwszy rzut oka film wydaje się pozbawiony wyraźnej fabuły — brakuje zwrotów akcji, a narracja płynie niespiesznie (w podobny sposób swoje dzieła konstruował później Jim Jarmusch). Z tych pozornie nieistotnych zdarzeń, przypadkowych spotkań i drobnych rozmów wyłania się jednak dojmująca opowieść o włoskim społeczeństwie.
Ten mało znany klasyk to arcydzieło, które powinni poznać nie tylko miłośnicy włoskiego kina.