Wtorek, 14 kwietnia 2026

Karolina Jaroszewicz
Redaktorka

„Dzieci z orzeczeniami szkodzą tym zdrowym”, „nie powinno ich być w normalnej szkole”, „potrzeba więcej szkół specjalnych!” – takie komentarze masowo pojawiły się pod tekstami, w których opisywaliśmy sytuację dzieci z orzeczeniami o potrzebie kształcenia specjalnego.

Pisaliśmy o tym, że szkoły prywatne często nie chcą ich przyjmować, a publiczne zmagają się z brakiem narzędzi i zasobów, by zapewnić im odpowiednie wsparcie. Problem jest poważny – jak wynika z oficjalnych danych Ministerstwa Edukacji Narodowej, już 35 proc. populacji uczniów (ok. 2 milionów dzieci) w Polsce wymaga wsparcia psychologiczno-pedagogicznego, przy czym szacuje się, że realne zapotrzebowanie jest jeszcze wyższe.

Te dane uruchomiły szeroką dyskusję: jak pogodzić potrzeby wszystkich uczniów i jak powinna zmienić się szkoła, by każde dziecko miało równe szanse?
Chciałabym wnieść do tej dyskusji trzy kwestie.

Po pierwsze – odrzućmy pomysł, by wszystkie dzieci z orzeczeniami kierować do szkół specjalnych.
Szkoła specjalna to miejsce przeznaczone przede wszystkim dla dzieci z głęboką, często sprzężoną niepełnosprawnością. Uczą się tam dzieci, które nierzadko nie chodzą, nie mówią, mają znaczny stopień niepełnosprawności intelektualnej, są niesamodzielne i wymagają wsparcia w podstawowych czynnościach życiowych – przemieszczaniu się, jedzeniu, ubieraniu czy korzystaniu z toalety. To dzieci, które nie są w stanie realizować nawet niewielkiej części podstawy programowej szkoły ogólnodostępnej.
W takich placówkach klasy są bardzo małe, a liczba specjalistów często dorównuje liczbie uczniów. To przestrzeń dostosowana do bardzo konkretnych potrzeb – z pionizatorami, wózkami, ortezami i indywidualnym wsparciem nauczycieli.
Nie jest to natomiast miejsce dla dzieci w normie intelektualnej, które – mimo różnych trudności, takich jak autyzm czy ADHD – są w stanie przyswajać ten sam materiał co ich rówieśnicy.

Po drugie – przestańmy przyklejać etykiety.
Dzieci z orzeczeniami nie są „z definicji agresywne”, jak często można przeczytać w komentarzach. Owszem, zdarzają się trudne zachowania – ale czy wśród dzieci bez orzeczeń ich nie ma? Czy nie ma uczniów, którzy przeszkadzają na lekcjach, są głośni, impulsywni albo dopuszczają się przemocy?
Dzieci z orzeczeniami są po prostu różne – tak samo jak wszystkie inne dzieci.

Po trzecie – tworzenie osobnych klas dla dzieci z orzeczeniami to często droga na skróty, która przynosi więcej szkody niż pożytku.
Przykład jednej z warszawskich szkół: klasa trzecia liczy 28 uczniów, w tym dwoje z orzeczeniem. Jest nauczyciel wspomagający. Z czasem okazuje się jednak, że wsparcia potrzebuje więcej dzieci – kolejne pięć. Dyrekcja szuka rozwiązania i decyduje o utworzeniu klasy specjalnej, do której mają zostać przeniesieni uczniowie z orzeczeniami. Decydują finanse – dodatkowe środki można przeznaczyć tylko na klasę specjalną. Zamiast podzielić dużą klasę na dwie mniejsze, dzieli się dzieci na „lepsze” i „gorsze”. W praktyce oznacza to także narażenie tych drugich na stygmatyzację i hejt. Doświadczenia z innych roczników,  pokazują, że określenia takie jak „specjalsi” należą do łagodniejszych form przemocy słownej, z jaką muszą się mierzyć.

Jak więc zrobić to lepiej? Jak podobne wyzwania rozwiązują inne kraje? Jak stworzyć szkołę przyjazną dla wszystkich uczniów?

Nad tym będziemy się zastanawiać w nowym cyklu Wysokich Obcasów i serwisu edziecko.pl. „Szkoła dobra dla wszystkich”. Oddamy głos rodzicom, nauczycielom i ekspertom z zakresu psychologii oraz edukacji. Rozpoczynamy rozmowę, która – mamy nadzieję – przyczyni się do realnych zmian.

Czekamy na Wasze doświadczenia. Piszcie do nas:
listy@wysokieobcasy.pl
 

ORZECZENIA

Szkoły tworzą klasy specjalne dla dzieci z orzeczeniami. 'Nie przeniosę tam syna. Boję się hejtu'
Idea edukacji włączającej zakłada, że wszyscy uczniowie mają prawo do kształcenia w szkołach ogólnodostępnych. Wraz ze wzrostem liczby orzeczeń wiele szkół na nowo otwiera jednak klasy specjalne i zachęca rodziców, by posyłali do nich dzieci.
CZYTAJ WIĘCEJ

NOWY RAPORT 

EDUKACJA ZDROWOTNA 

Podobał Ci się ten newsletter?
Oceń go i udostępnij znajomym