Powoli opadają emocje po przełomowych wyborach na Węgrzech, gdzie zryw obywateli mających po dziurki w nosie 16 lat rządów Viktora Orbana, jego korupcji i niszczenia państwa,
doprowadził do zwycięstwa opozycji pod wodzą Petera Magyara. To wydarzenie, które będzie miało ważne skutki dla całej Europy,
także dla Polski i walczącej z rosyjską agresją Ukrainy. Oczy świata znów kierują się na Bliski Wschód. Tam jest nadal niespokojnie, choć szykuje nam się kolejna runda rozmów pokojowych między USA a Iranem. Pierwsza, zorganizowana w sobotę w Islamabadzie w Pakistanie, nie przyniosła porozumienia. Druga ma odbyć się w tym samym mieście najprawdopodobniej w nadchodzący weekend.
W nowych warunkach, bo rozeźlony Donald Trump postanowił bowiem odpowiedzieć na irańską blokadę cieśniny Ormuz blokowaniem jej przez amerykańską armię.
To ryzykowna taktyka, a pierwsze godziny pokazały, że zakaz jest względny i niektóre tankowce jednak tamtędy przepływają.
W ramach przedbiegów do rozmów szef irańskiego MSZ lobbuje, ostrzega i briefuje, kogo się da. Rozmawiał z Europejczykami, państwami Bliskiego Wschodu i sojuszniczą Rosją. Zaś Trump zapowiedział, że niektóre państwa zaoferowały mu pomoc w blokadzie, której on, rzecz jasna, nie potrzebuje. Nie zdradził jakie.
Pięścią w stół uderzyły właśnie Chiny, które same sprowadzają ropę przez cieśninę z portów w Zatoce Perskiej. Rzecznik ich dyplomacji wprost skrytykował blokadę jako „niebezpieczną i nieodpowiedzialną”.
A Xi Jinping przestrzegł przed „powrotem świata do prawa dżungli”.
Jednak rozbieżności między stanowiskami Waszyngtonu i Teheranu wydają się nadal tak duże, że o sukces w Islamabadzie będzie bardzo trudno.