Środa, 15 kwietnia 2026

Małgorzata Jurek
dziennikarka Wysokich Obcasów

 
„Dla mnie aplikacje randkowe to strata czasu. Spotkanie na żywo pozwala w krótkim czasie zobaczyć człowieka takim, jaki jest naprawdę - jego uśmiech, spojrzenie, poczucie humoru. Widzisz reakcje, mimikę, słyszysz ton głosu. Tego zabrakło nam w czasie pandemii, gdy byliśmy skazani na kontakt online. Speed dating przywraca tę autentyczność i jednocześnie zmusza do wyjścia ze strefy komfortu. Przełamujesz wstyd, lęk, własne obawy” - podsumowała w pierwszych słowach Karolina, nalewając mi herbatę w jej przytulnym salonie. Tak zaczęła się nasza rozmowa o jej doświadczeniach w speed datingu.

Na szybkich randkach była raz, ale za to ten raz okazał się niezwykle skuteczny. - „Gdy weszłam na salę, od razu zwróciłam uwagę na jednego z uczestników. Siedział w półcieniu, z rumem w ręku. Poczułam, że coś mnie do niego przyciąga - wiesz… po prostu ta charakterystyczna „iskra”. I to było właśnie to. Bardzo szybko zaczęliśmy być razem, świetnie nam się rozmawiało. Ten związek trwał dwa i pół roku”.

W czasach, gdy często wybieramy ekran smartfona zamiast doświadczeń na żywo, jak bumerang powraca speed dating, zachęcając do spotkań twarzą w twarz i odkrywania kart przed zupełnie nieznanymi ludźmi. Dziś, gdy dystans online daje nam pozorne poczucie ochrony przed oceną, skrzywdzeniem czy rozczarowaniem, speed dating wrzuca na głęboką wodę, wymagając od nas prawdziwości, przełamania lęku i otwartości.

„Na pewno bałam się pójść na takie spotkanie, bo do tej pory korzystałam wyłącznie z aplikacji randkowych. Zawsze jednak zrażało mnie to, że można z kimś rozmawiać miesiącami, a gdy w końcu dochodzi do spotkania na żywo, okazuje się, że chemii po prostu nie ma. Na speed datingu wszystko weryfikuje się od razu”.

Formuła tego wydarzenia jest prosta i dynamiczna - „Wchodzisz, zdejmujesz płaszcz, dostajesz opaskę i… zaczyna się. Kobiety siadają przy stolikach, mężczyźni do nich podchodzą. Każda rozmowa trwa kilka minut, wybrzmiewa gong i - panowie zmieniają stolik. Na koniec dostajesz listę i zaznaczasz osoby, które cię zainteresowały. Dzień po wydarzeniu, otrzymujesz numery do osób, które zaznaczyły cię na liście.

Pamiętam, jak moja znajoma powiedziała: - „Boję się, że nikt mnie nie zaznaczy”. Właśnie przez taki lęk wiele osób rezygnuje, zanim w ogóle spróbuje. A przecież w ciągu jednej godziny masz szansę poznać nawet dziesięciu mężczyzn - bez filtrów i starannie dobranych zdjęć.

Oczywiście, ja również czułam obawę - w końcu podczas takiego wydarzenia bardzo szybko przekonujesz się, czy komuś się podobasz, czy nie. To mocno dotyka naszych wewnętrznych lęków. Bałam się tej bezpośredniej konfrontacji, ale jednocześnie wiedziałam, że to szansa, by zmierzyć się z własną niepewnością.

W rozmowie z psychoterapeutą Robertem Milczarkiem, zapytałam o perspektywę prosto z jego gabinetu: „W przypadku speed datingu obserwuję zachowania, o których mówią moi pacjenci. Z jednej strony przypominające swoisty ‘targ’, gdzie w krótkich, kilkuminutowych kontaktach wybiera się osobę, która najlepiej zaprezentuje się w tak ograniczonym czasie. Dla wielu ludzi to źródło stresu i frustracji, ponieważ taka formuła może mieć charakter uprzedmiatawiający - trochę jak w sklepie internetowym, gdzie porównujemy oferty i wybieramy zestaw najbardziej atrakcyjnych cech.

Z drugiej jednak strony speed dating może stać się wartościowym doświadczeniem, jeśli spotkania opierają się na autentycznej otwartości i ciekawości drugiego człowieka – mimo różnic. To właśnie ta ciekawość może być później rozwijana w dalszych kontaktach już poza ramami samego wydarzenia”.

Słowa Roberta Milczarka to potrzebna przeciwwaga dla romantycznych historii o „iskrze”. Speed dating rzeczywiście może przypominać emocjonalny sprint, w którym łatwo poczuć się ocenianym jak towar na półce. A jednak - jak pokazuje historia Karoliny - wszystko zależy od intencji. Gdy zamiast „wypaść jak najlepiej” wybieramy autentyczność i ciekawość drugiego człowieka, nawet kilka minut może stać się początkiem czegoś więcej niż tylko szybkiej selekcji.

„Ktoś mógłby powiedzieć, że tak dobrze wspominam speed dating tylko dlatego, że poznałam tam partnera. Ale to nie jedyny powód. Poznałam też świetną znajomą, spędziłam czas w genialnej atmosferze, a przede wszystkim byłam z siebie dumna. Dopiero później zrozumiałam, że sama decyzja o pójściu na takie spotkanie wymaga odwagi - a wielu ludzi rezygnuje, zanim da sobie szansę. Po wyjściu miałam w głowie cały wachlarz emocji. Najbardziej zaskoczyło mnie to, jak dobrze spędziłam tam czas. Atmosfera była niezwykle swobodna i przyjazna”.

Psychoterapeuta mówi o „targu” i uprzedmiotowieniu. Karolina - o odwadze i dumie z samej siebie. I być może właśnie między tymi dwoma perspektywami mieści się prawda o szybkich randkach.

W świecie, w którym jednym ruchem palca możemy kogoś „przesunąć” w lewo, łatwo zapomnieć, że po drugiej stronie jest człowiek - z drżącym głosem, niepewnym uśmiechem, historią. Speed dating przypomina, że relacje nie zaczynają się od idealnego zdjęcia, ale od spojrzenia. I że czasem jedna minuta twarzą w twarz znaczy więcej niż miesiąc wymieniania wiadomości.

To dzięki osobom, które subskrybują Wyborcza.pl, możemy tworzyć nie tylko ten newsletter, ale też reportaże, wywiady i śledztwa. Dziękujemy! Jeśli jeszcze nie masz prenumeraty cyfrowej, sprawdź aktualne promocje TUTAJ.

ZWIĄZKI OTWARTE

Zdrada kontrolowana. Mówią: 'Kręci mnie, że spotykasz się z kimś innym'
'Jeśli potrafisz powiedzieć ukochanej osobie, że masz ochotę na seks z kimś innym, to niewiele tematów będzie tabu'. Rozmowa z Michałem Sawickim, psychoterapeutą i seksuologiem.
CZYTAJ WIĘCEJ

SPADEK LIBIDO

RELACJE

BLISKOŚĆ

REKOMENDACJE DLA CIEBIE