Olechowski, Litewka... Świat już nie będzie ten sam
Mam świadomość, że świat płonie. Tysiące ludzi umierają codziennie od rakiet, min i pocisków; groza świata nie mija, a rośnie jak tkanka rakowa, ale mimo to śmierci pojedynczych ludzi wciąż poruszają. A nawet wyciskają łzy choć nie jest łatwo do tego się przyznać. Łukasz Litewka zginął podczas spaceru na rowerze. W niczym nie zawinił sytuacji, która go spotkała. Rower, wiosna, ekologia, lewica – to się jakoś rymuje. Zginął na pobocznej drodze bo ktoś stracił na chwilę uwagę. Zasnął, zasłabł, a może rozmawiał przez telefon. Nie znałem Łukasza ale słyszę, że był wspaniałym człowiekiem. Oddawał się działalności charytatywnej, wspierał ludzi i zwierzęta; krzewił dobro. Ludzie umierają, inaczej się nie da, ale nie jest prawdą, że to naturalne; że nie ma ludzi niezastąpionych, a po tych co odeszli przyjdą inni. Może i przyjdą, ale świat już nie będzie ten sam. Będzie uboższy o Łukasza. Dziś rano odszedł Andrzej Olechowski. W wieku lat 78 – czyli wciąż młody. Dziś w tym wieku ludzie przenoszą góry. Andrzej był niezwykle ciekawą postacią. Świetnie wykształcony, otrzaskany w instytucjach międzynarodowych mógł być w Polsce każdym. Ministrem, premierem, prezydentem, albo dzielnicowym radnym. Obserwowałem go z uwagą; mimo, że miał za sobą solidarnościowej karty, nie był etosowcem, świetnie sobie radził w polityce. Resortami kierował tylko dwa razy; w rządzie Jana Olszewskiego był ministrem finansów. Potem kierował MSZ – etem, w gabinecie Waldemara Pawlaka. Kandydował na prezydenta stolicy, na prezydenta kraju. Niestety bez sukcesu. Kibicowałem mu najbardziej, kiedy zakładał Platformę Obywatelską. Cóż, należałem do tego grona naiwnych, którzy wierzyli, że tercet Tusk – Płażyński – Olechowski naprawi Polskę. Co z tego zostało? Nie raz zapraszałem go rozmów, wywiadów, podcastów. Ociągał się, marudził, ale przychodził. Pamiętam jak mi mówił (ten głos, ten wąs); nie panie Bogdanie. Mi to się już nie chce. Jestem zbyt leniwy. Chyba był, a też takim rodzajem lenia, który zostawia po sobie niezwykle barwne cv. Olechowski, Litewka. Rożne życiorysy, różni ludzie. Po obu ronię łzę. Ale dyskretnie, i tylko jedną, bo więcej facetowi w moim wieku nie wypada.