Newsletter Górski

14 maja 2026

redaktor serwisu zakopane.wyborcza.pl

55-letniego turysta z Krakowa, popijając alkohol, maszerował na Giewont.

Efekt wędrówki był taki, że mężczyzna stracił czucie w nogach i nie był w stanie samodzielnie wrócić z rejonu szczytu. Widząc to, inni turyści nie mieli wyjścia i zawiadomili o zdarzeniu zakopiańską centralę górskich ratowników. Mężczyznę uratował śmigłowiec TOPR-u. Już na lądowisku w Zakopanem, gdzie wycieczkowicz dmuchnął w alkomat, okazało się, że stężenie alkoholu w jego organizmie wynosiło aż 1,8 promila.

Delikwent za lot śmigłowcem nie zapłacił ani złotówki. Poniósł jedynie koszt pobytu w izbie wytrzeźwień (niecałe dwieście złotych). Nie był to pierwszy taki przypadek w polskich górach. Każdego roku Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe podejmuje kilkaset interwencji. Nie zawsze ratuje rannych narciarzy czy zaginionych turystów. TOPR-owcy ściągali też z Orlej Perci pijanego mężczyznę, zabierali pijaną kobietę z Kalatówek.

W Polsce mamy prawo, które nie pozwala obciążać kosztami nawet najbardziej absurdalnych górskich akcji nieodpowiedzialnych turystów.

Jan Krzysztof, naczelnik TOPR tłumaczy: - Uczestniczący w wypadkach poza górami, choćby komunikacyjnych, też nie płacą za akcję ratunkową z własnej kieszeni. W Polsce nie ma obecnie podstaw prawnych, by turystów obarczać kosztami akcji ratunkowych. Gdyby miały zostać wprowadzone takie przepisy, to moim zdaniem jako uzupełnienie obecnego systemu finansowania ratownictwa, a nie zamiast niego.

Rząd ma inny pomysł. Właśnie powstał projekt nowej ustawy.

NA TOPIE

NIE PRZEGAP

CZYTAJ TAKŻE

OGŁOSZENIE