|
Mam pewien rytuał.
Najlepiej pracuje mi się wieczorami, gdy dom cichnie, a świat na zewnątrz przestaje domagać się mojej uwagi.
Yerba mate, lampka, laptop i tekst.
Zazwyczaj wiem, kiedy skończyć – odkładam pracę, idę spać, a rano wracam ze świeżą głową.
Zazwyczaj.
W przypadku „Ostatniego zaginionego miasta” ten rytuał się rozsypał.
Na wstępie zaznaczę, że znałem już Ulisesa. Tłumaczyłem "Ostatnią kryptę", więc wiedziałem, czego się spodziewać: pełnowymiarowego rajdu przez Karaiby i pustynię, humoru nurka, który pcha się tam, gdzie nie powinien, oraz tempa, które nie pozwala odłożyć książki. Krótko mówiąc, świetnej, dynamicznej przygody z uśmiechem.
Do drugiej części zasiadłem przekonany, że będzie podobnie.
Nie było.
A teraz mała ciekawostka, o której rzadko wspominam: nie przeczytałem tej książki przed tłumaczeniem.
Wiem, brzmi to jak herezja!
Czasem jednak lubię zanurzyć się w tekście, tak jak za chwilę zrobisz to ty – nie wiedząc, co czeka na następnej stronie. Odkrywać fabułę zdanie po zdaniu, razem z bohaterami.
Tłumaczyłem wieczorami, jak zwykle. Zamiast jednak odłożyć tekst o rozsądnej porze, łapałem się na tym, że jest druga w nocy, a ja zaczynam „jeszcze tylko ten jeden rozdział”.
Musiałem wiedzieć, co dalej.
A jako pierwszy czytelnik tej książki po polsku – naprawdę nie wiedziałem.
Podczas gdy „Ostatnia krypta” była przygodą, „Ostatnie zaginione miasto” to thriller o przetrwaniu.
Muszę Cię uprzedzić: to książka mroczniejsza i bardziej złożona. Taka, po której nocny spacer nabiera zupełnie innego znaczenia.
Skończyłem tłumaczenie kilka tygodni temu, a ta historia wciąż mi towarzyszy: dżungla, dziennik, miasto, którego nie powinno tam być.
Właśnie dlatego nie chcę zostawiać cię z samym opisem.
Przygotowałem fragment „Ostatniego zaginionego miasta” do pobrania — żebyś mógł sam wejść w pierwsze strony i sprawdzić, o czym mówię. Pobierz go w wygodnym dla siebie formacie: PDF, EPUB lub MOBI, na komputer, czytnik albo telefon.
|