Ale nie o opłatach chciałam dziś napisać. Zacytowałam ministra Piechę, bo jego zdanie świetnie obrazuje podejście kolejnych decydentów do tego, co wiąże się z obsługą porodów, albo, szerzej, ze zdrowiem kobiet. Teraz doszli do wniosku, że zaoszczędzą na położnych. I tak mało dzieci się rodzi, a jak już któraś będzie chciała, to tak czy tak urodzi, jak chciał pan minister.
A to, co się wiąże z opieką nad rodzącą? To, co może im dać tylko dobra położna – fachową opiekę, obecność, zrozumienie? W końcu chodzi o jedno z najważniejszych doświadczeń w naszym życiu. O to, czy stanie się dla nas koszmarnym wspomnieniem, czy wprost przeciwnie, momentem, który nas wzmocnił i poczułyśmy się sprawcze.
Ale politycy myślą inaczej. „W tym kraju ciągle liczy się porody, a nie kobiety. I Ministerstwo Zdrowia zdaje się w ogóle nie wiedzieć, czym zajmuje się położna” – mówi Izabela Dembińska.
„Położna zajmuje się nie tylko ciążą, okresem okołoporodowym i połogiem, ale też okresem dojrzewania, okresem prekoncepcyjnym, później menopauzalnym” – dopowiada Krystyna Komosa, matka Izabeli. „Towarzyszymy kobiecie przez całe życie”.
Ale o tym, że
kobieta w menopauzie może pójść do położnej i uzyskać pomoc, to już naprawdę niewiele osób wie. Albo o tym, że
istnieją położne – fizjoterapeutki ginekologiczne, które pomagają, gdy pojawia się np. nietrzymanie moczu albo inne dolegliwości związane np. z dnem miednicy. O tym też mało kto wie.
Oczywiście, tak czy tak urodzimy, z położną czy bez, z niedokształconą pomocą czy bez. Tak czy tak jakoś tego noworodka wykarmimy. Tak czy tak jakoś przez tę menopauzę przejdziemy, nawet jeśli nikt nam objawów nie zdiagnozuje i nie powie, jak sobie z nimi poradzić.
Ale czy o to chodzi w cywilizowanym świecie, żeby było „tak czy tak”? Czy jednak o to, żeby było dobrze, fachowo, z troską?
Chyba nie ma zawodu bardziej nastawionego na zdrowie i dobrostan kobiet niż położna. Zadbajmy o nie, póki jeszcze jest czas.