Bez wątpienia najważniejszym wydarzeniem w drugim tygodniu lipca jest dwudniowy szczyt NATO w Ankarze. W chwili pisania tego newslettera na lotnisku w stolicy Turcji lądował Air Force One z prezydentem Donaldem Trumpem na pokładzie. To drugi, po Hadze w 2025 roku, szczyt NATO z Trumpem w trakcie jego drugiej kadencji. Maciej Czarnecki zastanawia się, czy aby nie ostatni. I przypomina szczyt w Turcji z 2004 roku.
"W 2004 roku impreza była wyjątkowa: dopiero co rozszerzono Sojusz o siedmiu nowych członków (...). W USA, zupełnie jak obecnie, rządził wówczas Republikanin uwikłany w wojnę na Bliskim Wschodzie, lecz na tym podobieństwa się kończą. George W. Bush nie podważał bowiem sensu Sojuszu jak Donald Trump, nie rugał bezpardonowo sojuszników, nie snuł planów przejęcia od jednego z nich Grenlandii. Poza tym tuż za wschodnią granicą NATO nie toczyła się wielka wojna, a Rosja wydawała się jeszcze (i poniekąd była) innym państwem".
Zmiana NATO nie jest już tylko teoretyczna. Przyszłość to bardziej europejski Sojusz. Na rozpoczętym szczycie, oprócz kwestii przerzucenia ciężaru obrony na państwa Starego Kontynentu, uczestnicy zajmą się wsparciem dla Ukrainy. Ostatnie ukraińskie ataki na rosyjskie cele spotkały się z odpowiedzią Kremla. W poniedziałek, czyli tuż przed szczytem NATO, na Kijów znowu poleciały rosyjskie drony i pociski, bo zaledwie kilka dni wcześniej Rosjanie uderzyli w cywilne budynki. W obu atakach zginęło kilkadziesiąt osób, a ponad 200 zostało rannych. Prezydent Wołodymyr Zełenski apeluje do sojuszników o broń.
- Stany Zjednoczone i Europa mają wystarczająco dużo sił, aby powstrzymać ten terror -
mówił po poniedziałkowym ataku. I z takim przesłaniem będzie też mówił w Ankarze.