To nie jest tydzień dobrych wiadomości. Od wielu dni Francja i Hiszpania walczą z pożarami lasów pustoszącymi tysiące hektarów ziemi i zmuszającymi setki tysięcy ludzi do ewakuacji. Zagrożone jest Bordeux, turyści uciekają z Lazurowego Wybrzeża, płoną okolice Madrytu.
Oświadczenia miejscowych władz robią się coraz bardziej dramatyczne. „To sytuacja bez precedensu”, „Tak źle nie było od II wojny światowej”, „Trwa wyścig z czasem”, „Ogień żyje własnym życiem”. Oficjele mają rację – tak źle jeszcze nie było. Z roku na rok pożarów w Grecji, Portugalii, Hiszpanii, czy Francji jest coraz więcej. Choć miejscowe władze alarmują, że w 90 proc. za zaprószenie ognia odpowiada ludzka bezmyślność, można śmiało mówić o bezmyślności całych pokoleń. Bo eksperci nie mają wątpliwości – to zmiany klimatyczne wywołane zanieczyszczeniem powietrza odpowiadają za wzrost temperatur, a dzisiejsze rekordowe upały, susze, huragany i pożary, będą powoli stawały się naszą codziennością.
W czasie gdy Europa próbuje ugasić ogień, ONZ gasi pożary na innym polu. Organizacja alarmuje, że grozi nam powrót epidemii HIV - choć liczba zakażeń pozostaje najniższa od dekad, walka z wirusem wyhamowała, a liczba zakażeń rośnie. Najmocniej w krajach Afryki Subsaharyjskiej, jednak wzrosty notuje się też w Europie Wschodniej, Ameryce Łacińskiej, Środkowej Azji, na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej.
Głównym winowajcą jest obcinanie globalnych zrzutek na pomaganie, jednak powodów jest więcej. Wśród nich kryminalizowanie pracy seksualnej, wyższe kary za posiadanie narkotyków i stygmatyzowanie, a nawet karanie osób ze środowisk LGBT. Eksperci ONZ przyznają, że - gdy ludzie boją się aresztowania, przemocy lub dyskryminacji – nie szukają leczenia i profilaktyki.
Polska nie jest wyjątkiem – nasze służby sanitarne potwierdzają: Liczba zakażonych HIV rośnie, a profilaktyka i świadomość społeczna szorują po dnie.