Zdarza się, że podróż samolotem bywa dość schematyczna, szczególnie na krótkich dystansach - pokaz procedur bezpieczeństwa, wózek z kawą, perfumy - i znów trzeba zapinać pasy przed lądowaniem. Tym razem jednak kilkudziesięciominutowy lot z Finlandii do Polski wymknął się wszelkim schematom. A zaczęło się krótko po starcie. Najpierw słychać było dziecięcy chichot, później pisk, a zaraz potem oczom pasażerów ukazał się rozkoszny chłopczyk, na oko trzyletni, który z radosnym tupotem biegł między fotelami. Rodzice młodego człowieka niespiesznie próbowali zapanować nad potomkiem. Jak się szybko okazało, także nieskutecznie, bo choć chłopczyk został odprowadzony na swoje miejsce, jego głośne niezadowolenie górowało nad dźwiękiem silnika. Płakał i powtarzał, że się nudzi. Kilka minut później zaczęła się natomiast awantura.
- Weźcie tego dzieciaka, bo kopie mój fotel - tak sąsiadka rodziny z chłopcem rozpoczęła rozmowę, którą, chcąc nie chcąc, słyszeli inni uczestnicy lotu. Ja też, bo siedziałam niedaleko.
- Co pani dziecko przeszkadza! - oburzył się ojciec. - Ma takie samo prawo lecieć, jak pani.
- To niech się . Jak nie umiecie zapanować nad dzieckiem, to siedźcie w domu - doradziła zirytowana pasażerka.
Tak mniej więcej wyglądał początek rozmowy. Później było coraz bardziej gorąco, a nawet, momentami, niecenzuralnie. Dołączyli się inni pasażerowie, być może towarzysze uczestników skonfliktowanych stron. Dyskusja toczyła się warunków podróżowania, wychowywania dzieci i granic, których przekraczać nie wolno. Jedna strona upierała się, że dzieci mają prawo być dziećmi, także w samolocie. Druga natomiast, że obowiązkiem rodziców jest okiełznać potomka, gdy ten narusza przestrzeń i spokój innych. W apogeum konfliktu jedna strona nazywała drugą "starą marudą", druga pierwszą natomiast "bezmyślną matką rozwydrzonego bachora". Delikatne sugestie stewardessy, która próbowała pogodzić zwaśnionych propozycją zamiany miejsc nie przyniosła skutku, bo strony miały potrzebę kontynuować spór. Nie widać było szans na konsensus, ledwie słychać było wezwanie do zapięcia pasów.
Zwaśnione strony nie zdołały ustalić czyje prawo do podróży jest ważniejsze.
Opuściły samolot obrażone. Za to chłopiec był spokojny. Już się nie nudził.