Amerykanie odcięli nas od Europy
Nie zazdroszczę moim kolegom po fachu, dziennikarzom, którzy nieświadomie stali się… właśnie czym? Rodzajem wabika? Przynętą? Aktorami przyszłych dramatycznych wydarzeń? Chodzi o ewentualny zamach na Donalda Trumpa. Otóż według doniesień „Washington Post” i „The New York Times” odlatujący w lipcu z Turcji amerykański prezydent został po kryjomu przeniesiony z Air Force One do innego samolotu. Powód? Zagrożenie irańskim atakiem. Dziennikarze, załoga a nawet część personelu Białego Domu nie wiedzieli, że nie leci z nimi prezydent. Na szczęście ajatollahowie nie zaatakowali Air Force One bez Trumpa, nic złego się nie wydarzyło. Tylko na miejscu tych, którzy na pokładzie pozostali, miałbym mieszane uczucia. Znowu - jaką tak właściwie rolę tam pełnili?
Jeżeli chodzi o Polskę, to Amerykanie wyłączyli nas właśnie z Europy. Przynajmniej w przypadku Starlinka Elona Muska. Okazało się, że nasz kraj nie jest już w obejmującym 30 państw regionie europejskim, tylko swego rodzaju samodzielnym rynkiem. Skutek? Konieczność korzystania z bardzo drogich międzynarodowych pakietów Starlinka za granicą. Niby drobiazg, który dotyczy ograniczonego grona osób. Ale Amerykanie jakoś ostatnio tak mają. Lubią wystawiać naszą miłość do USA na różne próby.